- Nie będzie kontraktu, nie będzie dostaw - zapowiedział w piątek Aleksander Miedwiediew, wiceprezes rosyjskiego Gazpromu. Rozmowy zaplanowano na piątek i sobotę. Rosjanie zagrozili, że jeśli nie przyniosą rozstrzygnięcia do końca roku, nie będą dostarczać gazu sąsiadom.
Teraz Gazprom sprzedaje paliwo Ukraińcom po 50 USD za 1000 m3, lecz chce podnieść cenę do 230 USD za tę samą objętość. Tłumaczy, że cenę trzeba urynkowić. Na tak drastyczną podwyżkę Kijów nie chce się zgodzić. Rosyjski koncern złożył propozycję nie do odrzucenia: część zapłaty przyjmie w gotówce, część mają stanowić udziały w ukraińskich rurociągach, którymi rosyjski gaz płynie na Zachód. Kijów chce zachować niezależność.
Miedwiediew stwierdził, że jeśli Ukraina nie podpisze umowy, a będzie czerpać gaz z rurociągów tranzytowych, rząd zostanie posądzony o kradzież. Jego zdaniem, to Ukraińcy są zarzewiem obecnego konfliktu.
Przypomnijmy, że kilka dni temu Rosjanie podpisali nową umowę z Białorusią. Zaprzyjaźnionej dawnej republice będą sprzedawać gaz po 46 USD za 1000 m3, czyli cenie takiej samej, jak teraz.
Gazprom dla obcych inwestorów