Amerykański rynek na dobre utknął w trendzie bocznym. S&P 500 od końca listopada waha się w wąskim przedziale, tuż ponad przełamanym oporem w postaci sierpniowego szczytu. Wypadł on przy 1245 pkt. Piątkowe notowania niewiele w tym względzie zmieniły. Dalej idące wnioski można wysnuwać z zachowania Nasdaqa. Odbicie od silnego wsparcia związanego ze szczytem z sierpnia nie wygląda zbyt okazale. Przez trzy kolejne sesje indeks próbował odrabiać straty poniesione podczas wyraźnego spadku z 19 grudnia. W całości nie udało się ich zredukować. Na ostatniej sesji tygodnia podaż mocniej zaznaczyła swoją obecność, co każe spodziewać się ponownego ataku na sierpniową górkę. Znajduje się przy 2218 pkt.
Spadek jeszcze przed końcem tego roku poniżej tej bariery tworzyłby złe wrażenie. Oznaczałoby to, że kolejna próba opuszczenia blisko dwuletniej tendencji horyzontalnej znów się nie powiodła. To chłodziłoby oczekiwania, że po dwóch latach pozostawania w cieniu amerykańskie giełdy mogą w 2006 r. znów nadawać ton wydarzeniom na światowych parkietach. Spadek poniżej 2218 pkt kończyłby rozpoczęty w połowie października ruch wzrostowy. Dwie wcześniejsze korekty sprowadzały indeks do 61,8-proc. zniesienia poprzedzających je zwyżek. Teraz oznaczałoby to osiągnięcie 2125 pkt.
Coraz bliżej zakończenia konsolidacji jest węgierski BUX. Świeca z wysokim czarnym korpusem z czwartku sugeruje podjęcie próby przełamania jesiennego dołka przy 19 704 pkt. Dzienny MACD nie zdołał się przedostać się do strefy wartości dodatnich. Podczas poprzednich korekt w czasie trzyletniej hossy nie zdarzały się trudności z ponownym wyjściem ponad poziom równowagi. Trwający od początku tego kwartału spadek już przybrał większe rozmiary niż wcześniejsze korekty hossy. Zachowanie MACD pokazuje, że gorsza koniunktura potrwa dłużej.
Świąteczna atmosfera widoczna była w piątek na europejskich parkietach. Indeks największych spółek DJ Stoxx 50 nie zmienił w piątek wartości i pozostał na poziomie 1,7% wyższym od październikowego szczytu.