Pierwsza sesja nowego roku przyniosła miłą niespodziankę dla posiadaczy akcji. Co prawda nie tak znów dużą, bo skala obrotów na ostatniej sesji, kiedy indeks uległ znaczącemu schłodzeniu była na tyle niska, że cały ten przedsylwestrowy spadek można było odebrać z przymrużeniem oka.
Nastroje z rana nie były jeszcze najlepsze - WIG20 otworzył się z luką poniżej piątkowego zamknięcia. Po pół godzinie notowań okazało się, że obroty wynoszą zaledwie 30 mln. Tak niską aktywność usprawiedliwia częściowo fakt zamknięcia głównych światowych parkietów - w Londynie i Nowym Jorku. Do zwyżki wystarczyło pojawienie się niewielkiego popytu, bowiem przy tak niskich obrotach niewielkie kupno zdolne było do całkowitej zmiany obrazu rynku.
Około 10-tej WIG20 zanotował minimum. Poszczególne spółki zaczęły systematycznie odrabiać straty. Po 2-ch godzinach indeks miał 2660 pkt. To był już niewielki plus. Potem nastąpiło lekkie schłodzenie - uformowało się prawe ramię odwróconej głowy z ramionami na wykresie minutowym. Krótko przed 15-tą indeks przebił linię szyi -2663 pkt. Rynek zdawał się tylko na to czekać, gdyż wybicie było dynamiczne. Pokonanie linii szyi powinno spowodować wzrost przynajmniej o kolejne 30 pkt. Tak też się stało. Ostatnia godzina to dynamiczny ruch w górę z zamknięciem na poziomie 2695 pkt. Formacja wypełniła się.
Patrząc na ogólny obrót spółkami z dwudziestki to wartość 566 mln jest całkiem przyzwoita. Lecz jeśli zauważyć, że znaczna cześć tego wyniku to efekt jednej transakcji na KGHM o wartości 176 mln. i kilku innych, zapewne umówionych, to dostaniemy wynik grubo poniżej 400 mln.
Co dalej? Zdaje się, że nie należy przesadzać z optymizmem, podobnie jak nie należało ulegać panice po piątkowej sesji. Indeks znajduje się w pobliżu swoich historycznych szczytów. Formacja odwróconej głowy z ramionami wypełniła się bardzo szybko, lecz nie oznacza to automatycznie kontynuacji marszu na północ i przebicia 2700 pkt. Ale jeśli to nastąpi, to dalsza droga otwarta. Decydujący wpływ będą mieć KGHM, Orlen i PGNiG.