Takich rocznic się nie obchodzi. Takich rocznic się też, uchowaj Boże, nie świętuje. I dobrze. Źle, że się o nich nie pamięta. Wczoraj minęło 60 lat od wydania przez Krajową Radę Narodową dekretu o nacjonalizacji przemysłu - polskiego przemysłu.
A to przecież nie jedyny dokument tego rodzaju, o którym nie wolno zapominać. Na myśl przychodzi od razu tzw. dekret warszawski. Ten, który najgłębiej doświadczonych wojną ludzi ograbił z resztek mienia i godności.
Wyobraźmy sobie, że dekret o nacjonalizacji przemysłu właśnie wchodzi w życie. I że nie ma już potrzeby mówić o złotym wecie, złotej akcji czy liście spółek o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa. Skarb Państwa nie musi się martwić, jak teraz i w przyszłości zachować wpływy w Orlenie. Nie zastanawia się już, czy prywatyzować dalej PKO BP albo KGHM i w jaki sposób znacjonalizować PGNiG. Urzędnicy nie łamią sobie głów, co zrobić z PZU (a raczej z Eureko) albo jak pozbyć się paru tysięcy niesprzedanych jeszcze (w tym nieoddanych właścicielom) firm. Nie analizują też, jakie wpływy z prywatyzacji zapewnić budżetowi. Nadto Skarb Państwa rozwiązuje w salomonowy sposób problem niedostatecznej konkurencji w różnych branżach, np. telekomunikacyjnej, obejmując je w niepodzielne władanie.
Wyobraźmy sobie również, że na skutek dekretu pod opiekę ministerstwa skarbu wracają wytwórcy żywności (np. Sokołów) i odzieży (Vistula, Bytom, Próchnik, Wólczanka), byłe centrale handlu zagranicznego (np. Impexmetal i Stalexport), o bankach nawet nie wspominając (znika przy tym problem fuzji Pekao i BPH). Resort skarbu odzyskuje - zgodnie z ideą państwowego monopolu wódczanego - wszystkie Polmosy i browary. Znów jest panem i władcą kilkuset powierzonych narodowym funduszom inwestycyjnym spółek (Ferrum, Grajewo, Dwory, Protektor, Sanwil, Polna, Ponar i wiele innych, choćby tak modnych ostatnio jak Alchemia czy Skotan). Że jak dawniej dostarcza nam - swoim obywatelom - wszystko, co potrzeba; nie tylko żywność, odzież i wódkę, ale i całą paletę dóbr spoza listy niezbędnych do życia. Ot, dla przykładu: opony (Dębica), płytki do łazienek (Opoczno), papier (Świecie, czyli Mondi), wykładziny (Lentex), leki (Jelfa, dawniej też Polfa) i mnóstwo innych.
Że znów buduje nam drogi i domy (np. Budimex czy rodzina Mostostali). A zapewniwszy godne warunki życia, troszczy się o naszą edukację (WSiP, którego pracownicy domagają się przecież renacjonalizacji) i rozrywkę (tu jednak odbiera to, co nigdy nie było jego: Agorę, TVN i RMF FM), rozwiązując przy tym problem niedostatecznego wpływu państwa na media. Że, mówiąc krótko, realizuje - na miarę znanych nam przecież możliwości i umiejętności - ideę państwa wszechstronnie opiekuńczego.