Reklama

Rocznica do przemyślenia

Wczoraj minęło 60 lat od wydania przez KRN dekretu o nacjonalizacji przemysłu. Nie ma czego świętować. Ale jest o czym pamiętać

Publikacja: 04.01.2006 07:47

Takich rocznic się nie obchodzi. Takich rocznic się też, uchowaj Boże, nie świętuje. I dobrze. Źle, że się o nich nie pamięta. Wczoraj minęło 60 lat od wydania przez Krajową Radę Narodową dekretu o nacjonalizacji przemysłu - polskiego przemysłu.

A to przecież nie jedyny dokument tego rodzaju, o którym nie wolno zapominać. Na myśl przychodzi od razu tzw. dekret warszawski. Ten, który najgłębiej doświadczonych wojną ludzi ograbił z resztek mienia i godności.

Wyobraźmy sobie, że dekret o nacjonalizacji przemysłu właśnie wchodzi w życie. I że nie ma już potrzeby mówić o złotym wecie, złotej akcji czy liście spółek o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa. Skarb Państwa nie musi się martwić, jak teraz i w przyszłości zachować wpływy w Orlenie. Nie zastanawia się już, czy prywatyzować dalej PKO BP albo KGHM i w jaki sposób znacjonalizować PGNiG. Urzędnicy nie łamią sobie głów, co zrobić z PZU (a raczej z Eureko) albo jak pozbyć się paru tysięcy niesprzedanych jeszcze (w tym nieoddanych właścicielom) firm. Nie analizują też, jakie wpływy z prywatyzacji zapewnić budżetowi. Nadto Skarb Państwa rozwiązuje w salomonowy sposób problem niedostatecznej konkurencji w różnych branżach, np. telekomunikacyjnej, obejmując je w niepodzielne władanie.

Wyobraźmy sobie również, że na skutek dekretu pod opiekę ministerstwa skarbu wracają wytwórcy żywności (np. Sokołów) i odzieży (Vistula, Bytom, Próchnik, Wólczanka), byłe centrale handlu zagranicznego (np. Impexmetal i Stalexport), o bankach nawet nie wspominając (znika przy tym problem fuzji Pekao i BPH). Resort skarbu odzyskuje - zgodnie z ideą państwowego monopolu wódczanego - wszystkie Polmosy i browary. Znów jest panem i władcą kilkuset powierzonych narodowym funduszom inwestycyjnym spółek (Ferrum, Grajewo, Dwory, Protektor, Sanwil, Polna, Ponar i wiele innych, choćby tak modnych ostatnio jak Alchemia czy Skotan). Że jak dawniej dostarcza nam - swoim obywatelom - wszystko, co potrzeba; nie tylko żywność, odzież i wódkę, ale i całą paletę dóbr spoza listy niezbędnych do życia. Ot, dla przykładu: opony (Dębica), płytki do łazienek (Opoczno), papier (Świecie, czyli Mondi), wykładziny (Lentex), leki (Jelfa, dawniej też Polfa) i mnóstwo innych.

Że znów buduje nam drogi i domy (np. Budimex czy rodzina Mostostali). A zapewniwszy godne warunki życia, troszczy się o naszą edukację (WSiP, którego pracownicy domagają się przecież renacjonalizacji) i rozrywkę (tu jednak odbiera to, co nigdy nie było jego: Agorę, TVN i RMF FM), rozwiązując przy tym problem niedostatecznego wpływu państwa na media. Że, mówiąc krótko, realizuje - na miarę znanych nam przecież możliwości i umiejętności - ideę państwa wszechstronnie opiekuńczego.

Reklama
Reklama

Wyobraźmy też sobie, że poza mediami także inne, zbudowane często od podstaw, prywatne firmy z różnych branż - np. handlujące odzieżą (LPP, Redan czy Artman), butami (CCC) czy częściami samochodowymi (JC Auto, Inter Cars), a także producenci płytek ceramicznych (Polcolorit, Nowa Gala), farb i lakierów (Śnieżka) i dziesiątki innych - też przechodzą pod troskliwą opiekę państwa. Że Skarb kładzie rękę na perspektywicznej branży informatycznej, jednocześnie rozwiązując problem, kto, za ile i kiedy wybuduje potrzebne administracji i obywatelom systemy, ewidencje i bazy danych (cała grupa Prokomu z jej ZUS-owskim zleceniem i wiele pomniejszych firm).

Jak to wszystko zrobić? Sprawa jest prosta. Dekret załatwia kwestię nadbudowy, czyli teorii, a baza (praktyka) sama utoruje sobie drogę. Wielkie wydawnictwa, porównywalne z dzisiejszą Agorą, przejmowano np. pod pretekstem nacjonalizacji drukarni. Więc wyobraźmy sobie, że spółka z WIG20 z powodu ubocznego, "pomocniczego" biznesu, choćby drukarni, własnej kotłowni, czy centrali telefonicznej, staje się nagle państwową własnością.Trudno sobie dziś to wszystko wyobrazić? 60 lat temu też było trudno. Pewnie bez porównania trudniej niż teraz. Bo wtedy przychodziło to do głowy tylko najwybitniejszym teoretykom i praktykom życia gospodarczego. A jednak stało się. Z wiadomymi konsekwencjami i znanym - niezapłaconym - rachunkiem krzywd. Nie ma czego świętować. Ale jest o czym pamiętać.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama