Miniony rok obfitował przynajmniej w kilka wydarzeń gospodarczych, które zasługują na szczególną uwagę. Część z nich można uznać za zaskakujące (np. spowolnienie dynamiki inwestycji w pierwszej połowie 2005 roku, kilkakrotne zmiany nastawienia w polityce pieniężnej), podczas gdy część była możliwa do przewidzenia (brak efektów drugiej rundy mimo podwyżek cen ropy naftowej).
Nie brakowało również wydarzeń, które zazwyczaj nie przykuwały większej uwagi obserwatorów, a w rzeczywistości były przejawem ważnych procesów gospodarczych. Do tej grupy należy między innymi wyjątkowa poprawa sytuacji płatniczej Polski. Na szczególną uwagę zasługuje to, jaki wpływ na poziom deficytu w obrotach bieżących w 2005 roku wywarły zmiany cen ropy naftowej.
Ponieważ, jak wiadomo, Polska nie należy do potentatów wydobycia ropy naftowej (ani nawet do średnich graczy na tym rynku), a w procesach produkcyjnych oraz w transporcie bez ropy nie można się obejść, gospodarka nasza zmuszona jest do importu tego surowca. Biorąc to pod uwagę, łatwo się domyślić, że drożejąca ropa oraz paliwa niemal automatycznie przekładają się na zwiększenie wartości polskiego importu.
O ile zazwyczaj wahania cen ropy nie są tak znaczne, by wyraźnie zmienić wartość importu ogółem, o tyle w przypadku szoku naftowego wpływ zmian cen może być istotny. Tak też było w 2005 roku, gdy ceny ropy osiągały poziomy nawet o 55% wyższe niż rok wcześniej. Kolejne rekordy cen ropy sprzyjały wyraźnemu wzrostowi importu, podczas gdy ich wpływ na wartość eksportu był z oczywistych względów stosunkowo niewielki. Efektem tych zmian było pogorszenie bilansu handlowego, a tym samym również salda obrotów bieżących w stosunku do poziomu, który zostałby odnotowany w przypadku braku szoku naftowego. Gdyby nie podwyżki cen ropy, jakie odnotowano w okresie lipiec - wrzesień na skutek huraganów szalejących w Zatoce Meksykańskiej, polski import mógłby spaść o około 200 mln, zamiast zwiększyć się o ponad 300 milionów euro.
Biorąc pod uwagę te tendencje, nasuwają się dwie podstawowe obserwacje. Pokaźny wzrost importu, jaki odnotowano w ostatnich miesiącach, wcale nie musi świadczyć o ożywieniu popytu krajowego. Zmiany konsumpcji i inwestycji w ubiegłym roku były prawdopodobnie wciąż zbyt słabe, by stać się ważnym czynnikiem powodującym wzrost popytu na towary zagraniczne. W tej sytuacji do wzrostu polskiego importu przyczyniała się zwyżka cen ropy oraz paliw na rynkach światowych.