Początek roku na głównych światowych rynkach upływa w szampańskich nastrojach. Najlepszym tego przykładem jest wczorajsze wyrównanie przez niemiecki indeks DAX, ustanowionego w ostatni poniedziałek 4,5-letniego szczytu, czy też wzrost indeksu Nikkei do poziomu nienotowanego od pięciu lat.
W szampańskich nastrojach upływają pierwsze sesje również na amerykańskim rynku. Indeks szerokiego rynku znajduje się obecnie na poziomach nieoglądanych od maja 2001 roku. Na wykresie S&P500, podobnie zresztą jak i w przypadku indeksów DAX i Nikkei, niezależnie w jakiej kompresji je oglądaać, brak jest silnych sygnałów, które mogłyby sugerować zmianę trendu w najbliższym czasie. Aktualnie najbliższym oporem dla S&P500 jest poziom 1312,83 pkt. Barierę podażową tworzy tam szczyt z 21 maja 2001 roku. Ewentualne wybicie ponad ten opór otwiera drogę do szczytów internetowej hossy, czyli do 1527,46 pkt. Obecnie nie ma powodu żeby nie wierzyć, iż osiągnięcie tego poziomu jest nierealne. Chociaż z drugiej strony, ta powszechna wiara w hossę, to równocześnie najsłabszy punkt twierdzenia o dalszym wzroście. Fakt ten jednak można traktować tylko i wyłącznie jako ostrzeżenie, a nie jako sygnał do pozbywania się akcji.
Wzrost nie tylko w najbliższych tygodniach, ale również w całym 2006 roku sugeruje historia, a właściwie statystyka. Znane twierdzenie mówi, że jaki styczeń, taki cały rok. Niektórzy mówią nawet, że jakie pierwsze pięć dni stycznia, taki cały rok. Jak obliczył Henry Dickson z Lehman Brothers, w ciągu ostatnich 56 lat, kierunek zmian indeksu S&P 500 podczas pierwszych pięciu dni handlu w 71,4% przypadków bezbłędnie wskazywał kierunek zmian na cały rok. W sześciu przypadkach kiedy wzrost S&P500 w pierwszych dniach przekroczył 3%, indeks ten zawsze kończył rok wzrostem.
W tym roku indeks szerokiego rynku w pierwszych pięciu dniach zwyżkował z 1248,29 pkt do 1290,15 pkt, tym samym osiągając 3,35% stopę zwrotu. To oczywiście nie gwarantuje sukcesu, ale dobrze wróży bykom. Podsumowując, zdecydowana przewaga popytu sprawia, że do czasu wygenerowania sygnałów sprzedaży wzrosty w USA pozostaje najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.