Po kilkudniowej stabilizacji początek bieżącego tygodnia przyniósł nagły wzrost notowań na rynku naftowym. Osiągnęły one najwyższy poziom od 3 miesięcy, zbliżając się w środę w Nowym Jorku do 67 USD za baryłkę, a w Londynie przekraczając 65 USD.

Tym razem główną rolę odgrywały czynniki polityczne. Szczególny niepokój wywołało zaostrzenie sporu z Iranem, który odmówił wstrzymania badań w ramach programu nuklearnego. USA, Wielka Brytania i Francja chcą, aby Rada Bezpieczeństwa ONZ wprowadziła wobec tego kraju sankcje. To może jednak doprowadzić do wstrzymania dostaw irańskiej ropy, które wynoszą 3,9 mln baryłek dziennie. Wobec niemal pełnego wykorzystania mocy wydobywczych na świecie wyrównanie tego niedoboru nie byłoby łatwe. Największy producent ropy - Arabia Saudyjska - może zwiększyć wydobycie tylko o 1,3 mln baryłek dziennie.

Powód do zmartwienia dały też ataki rebeliantów na urządzenia naftowe w Nigerii. Tymczasem prognozy Międzynarodowej Agencji Energetycznej wskazują na wzrost w 2006 r. światowego popytu na ten surowiec o 2,2%, do 85,1 mln baryłek dziennie, co przy ograniczeniu wydobycia może grozić sporym deficytem. Zdaniem niektórych ekspertów, notowania ropy naftowej mogą osiągnąć w takiej sytuacji nawet 100 USD za baryłkę.

W Londynie gatunek Brent z dostawą w marcu kosztował wczoraj po południu 65,14 USD za baryłkę w porównaniu z 64,90 USD w końcu sesji wtorkowej i 62,17 USD w poprzednią środę.