Początek tygodnia przyniósł uspokojenie nastrojów na rynku naftowym. Wcześniej notowania ropy osiągnęły najwyższy poziom od prawie pięciu miesięcy, przekraczając 69 USD za baryłkę w Nowym Jorku i 66 USD w Londynie - w zeszłym tygodniu wzrosły o blisko 7%.

Uczestników rynku niepokoiła możliwość ograniczenia dostaw z Iranu, gdyby Rada Bezpieczeństwa ONZ zastosowała wobec tego kraju sankcje gospodarcze w związku ze sporem dotyczącym programu atomowego. Dodatkowe obawy wywoływały ataki na urządzenia naftowe w Nigerii, grożące znacznym zmniejszeniem wydobycia.

Na początku bieżącego tygodnia czynniki polityczne straciły nieco na znaczeniu ze względu na informacje o wystarczającej podaży zarówno ropy, jak i jej przetworów. Amerykańskie rezerwy paliw płynnych w tygodniu do 13 stycznia przewyższały pięcioletnią średnią o tej porze roku. Do poprawy nastrojów przyczyniła się też wypowiedź saudyjskiego ministra ds. ropy Alego al-Naimi, który wyraził pogląd, że przy obecnym poziomie notowań państwa OPEC nie muszą ograniczać wydobycia.

Wprawdzie opublikowane w środę dane amerykańskiego Departamentu Energetyki wykazały niespodziewany spadek w ubiegłym tygodniu zapasów ropy w USA, ale wiadomość ta nie zdołała zahamować tendencji zniżkowej na rynku.

W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w marcu płacono wczoraj po południu 64,34 USD w porównaniu z 65,34 USD w końcu sesji wtorkowej i 64,19 USD w poprzednią środę.