Reakcja rynków finansowych na słabe dane o amerykańskim PKB okazała się zadziwiająca. Tamtejsze indeksy, które od poniedziałku bezskutecznie próbowały się podnieść po zeszłotygodniowym spadku, poszły mocno w górę. Do rekordowych poziomów wzrosły notowania miedzi, tylko rentowność obligacji, tak jak to być powinno, spadła. Ale tylko na początku notowań - w połowie sesji wspięła się już do poziomu osiągniętego na czwartkowym zamknięciu. Gdyby nie zachowanie obligacji można by uznać, że dane zostały zinterpretowane jako zapowiedź zakończenia cyklu podwyżek stóp procentowych (co czego pasowałoby osłabienie dolara). Sygnał wyraźnego spowolnienia - tempo wzrostu PKB w czwartym kwartale wyniosło 1,1% i było najniższe od trzech lat - największej światowej gospodarki został zupełnie zignorowany przez rynki europejskie. W piątek mieliśmy wysyp rekordów, choć jeszcze niedawno wszelkie sygnały kłopotów z eksportem europejskich produktów byłyby odebrane z dużym niepokojem. Część komentatorów uważa, że spowolnienie jest tylko chwilowe i w pierwszym kwartale 2006 roku amerykański PKB znów zwiększy się o 4%.
W ciągu zaledwie trzech dni niemiecki DAX zyskał 5,8% i jest to najlepszy wynik od kwietnia 2003 roku. Otwarte pozostaje pytanie, czy tak szybka zwyżka jest dla naszej giełdy korzystna, po podnosi poziom wycen europejskich akcji, czy może działa negatywnie, bo stwarza konkurencję dla warszawskiej giełdy. Na początku hossy, w 2003 roku, szybki wzrost kursów niemieckich akcji nie stanowił przeszkody dla zwyżki na GPW. Niemiecki indeks konsekwentnie zmierza w kierunku 5,8 tys. pkt, gdzie znajduje się 62-proc. zniesienie bessy zapoczątkowanej w 2000 roku w wyniku pęknięcia internetowej bańki.
Na niektórych rynkach wschodzących hossa trwa w najlepsze.
6-miesięczna stopa zwrotu z brazylijskiego indeksu Bovespa przekroczyła już 50%, tymczasem ostatni poważniejszy spadek na tamtejszym rynku (marzec 2005) zdarzył się, kiedy wskaźnik ten sięgał 25%. To pokazuje, że nastroje są ekstremalne.