Silne czwartkowe spadki na Wall Street oraz niekorzystna sytuacja techniczna na wykresie dziennym FW20H6, to główne czynniki, które wpłynęły na to, że rynek terminowy rozpoczął wczorajszą sesję od spadków. I to wyraźnych, bowiem marcowe kontrakty spadły na otwarciu o 24 pkt.
Zaraz po rozpoczęciu sesji strona popytowa podjęła próbę wzrostu. Jej efektem był test poziomu 2830 pkt. Bykom nie było dane długo nacieszyć się zdobyczą. Silna przecena, jakiej niecałą godzinę po otwarciu doznał rynek kasowy, szybko sprowadziła posiadaczy długich pozycję na ziemię. I na tej ziemi pozostali oni już do końca dnia. Ostatecznie marcowe kontrakty na indeks WIG20 zakończyły piątkową sesję na poziomie 2757 pkt, co oznacza 54-pkt spadek (1,92%).
Poranna "wycieczka" kontraktów FW20H6, mimo że nie trwała długo, mimo wszystko opłaciła się bykom. Zamknięta bowiem została luka bessy. Luka, która w sposób znaczący pogarszałaby sytuację techniczną. A ta i bez tego jest zła w krótkim terminie.
Wtorkowa długa czarna świeca oraz liczne sygnały sprzedaży na podstawowych wskaźnikach, to elementy przemawiające za przedłużeniem korekty. Gdyby chcieć szukać analogii, to najprościej porównać tę korektę do korekty październikowej. Wówczas wyprzedaż trwała niecały miesiąc, a spadek sięgnął 38,2% zniesienia poprzedzającej ją fali wzrostowej. Gdyby teraz miało być podobnie, to poziom 2700 pkt lub końcówka lutego powinny wyznaczać koniec spadków.
Tylko czy faktycznie obecnie rozpoczęła się jedynie korekta? W sytuacji gdy ostatnie trzy lata przyniosły wzrost kontraktów o 185%, a zachowanie niektórych spółek jako żywo przypomina to z czasów hossy internetowej, trudno oprzeć się wrażeniu, że już przyszedł czas przynajmniej na roczną bessę.