- Kara powinna być sygnałem dla rynku, że wszystkie podmioty, które na nim działają, zarówno krajowe, jak i zagraniczne, muszą dostosować się do obowiązującego porządku prawnego. A nadzór jest od tego, żeby reagować w przypadku stwierdzenia rażących nieprawidłowości, zwłaszcza gdy naruszony jest interes uczestników funduszu. Żadnemu podmiotowi nieprzestrzeganie prawa nie może się opłacać - mówi Paweł Pelc, wiceprzewodniczący KPWiG.
500 tys. zł za dystrybucję
Przypomnijmy, że KPWiG nałożyła w zeszłym tygodniu 500 tys. zł kary na luksemburski fundusz, należący do grupy Merrill Lynch. Jest to konsekwencja sprzedaży jednostek uczestnictwa przez spółkę WGI Financial, która nie miała licencji Komisji.
Uczestników rynku zaskoczyła wysokość kary. - Rozumiem, że Merill Lynch złamał prawo, ale 500 tys. zł to za wysoka suma za takie przewinienie - twierdzi przedstawiciel jednego z TFI. Przypomnijmy, że najwyższa kara, jaką do tej pory nałożono na TFI, to 150 tys. zł. Tyle miało zapłacić BZ WBK AIB za nieterminową realizację zleceń. Za podobne przewinienie KPWiG ukarała Pioneera kwotą 100 tys. zł, którą potem zmniejszono do 70 tys. Symboliczne kary nałożyła Komisja za bałagan z wycenami jednostek uczestnictwa, jaki powstał się na początku 2005 r. Najwyższa kara wyniosła wtedy 15 tys. zł, chociaż przez kilka dni klienci różnych TFI nie mogli wypłacić swoich pieniędzy.
Fundusz nie sprawdził licencji