Spadkowa korekta na GPW trwała właściwie tylko jedną sesję. Po tym - jak wywołana gorszymi od oczekiwań analityków informacjami z KGHM - podaż akcji zepchnęła WIG20 o 133 pkt (31 stycznia), notowania ustabilizowały się. Od początku lutego na rynku największych spółek panuje więc trend boczny i dopiero po jego opuszczeniu będzie można prognozować kierunek dalszego trendu. Z punktu widzenia tej formacji kluczowe wydają się więc poziomy: 2860 pkt (opór) i 2760 (wsparcie). Po wczorajszej sesji WIG20 znajdował się w połowie tego przedziału. Prawdopodobieństwo przełamania którejś z tych barier wydaje się równe. Z jednej strony aktualne są sygnały sprzedaży wygenerowane przez średnioterminowe wskaźniki techniczne (system kierunkowy, tygodniowy MACD-histogram), a z drugiej w średnim terminie cały czas trwa silny trend wzrostowy. Nawet jeżeli niedźwiedziom uda się zepchnąć notowania poniżej wsparcia, to zasięg zniżki będzie ograniczony przez linię hossy. Znajduje się ona w okolicy 2650 pkt.
Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, iż z chwilą przebicia 2760 pkt na wykresie w pełni ukształtuje się formacja głowy z ramionami. Jej wysokość to 220 pkt, więc teoretycznie należałoby oczekiwać przeceny nawet do 2540 pkt, czyli do kolejnego wsparcia tworzonego przez szczyt z początku października 2005 r. Z drugiej strony, jeżeli kupujący zdołają wyciągnąć WIG20 ponad 2860 pkt (dodatkowy opór tworzy tu połowa wysokiej, czarnej świecy z 31 stycznia) to dość szybko powinniśmy być świadkami ataku na szczyt z 25 stycznia (2954 pkt). Po przełamaniu tego poziomu, w zasięgu ręki będzie 3200 pkt.
Analizując wykres w średnim terminie wydaje się, że byki nie mają powodów do sprzedaży akcji. Nawet, jeżeli powstanie niekorzystna formacja, to przecena nie powinna być większa niż 7%. Nad redukcją zaangażowania będą mogli się co najwyżej zastanowić inwestorzy, którzy nabywali akcje w okolicy szczytu. Dla nich, realizacja pełnego zasięgu wynikającego z formacji będzie oznaczała przecenę o około 14%.