W zeszłym roku duński producent piwa, który w Polsce jest właścicielem m.in. browarów w Okocimiu, zarobił na czysto 1,4 mld koron duńskich (224 mln USD), w porównaniu z 1,3 mld koron rok wcześniej. Zdołał też zwiększyć przychody z 36 mld do 38 mld koron. W tym chce utrzymać podobną dynamikę.

Carlsberg przyznał, że poprawa rezultatów nie byłaby możliwa bez pomocy piwoszy z naszego regionu. "Tradycyjne rynki w Europie Zachodniej są w stagnacji lub kurczą się, a presja cen staje się coraz większa. Podczas gdy perspektywiczne rynki w Europie Wschodniej i Azji nadal szybko rosną" - podał koncern w komunikacie. Z zachodniej części Starego Kontynentu duński browar wciąż uzyskuje aż 70% przychodów. Sprzedaż piwa przez Carslberga spadła tam w zeszłym roku o 4%, między innymi z powodu wprowadzenia zakazu palenia w barach w Norwegii, Irlandii i Włoszech, które cieszą się teraz mniejszym powodzeniem, a także w wyniku ogólnego spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego.

Analitycy twierdzą, że Carlsberg to teraz najmniej efektywna spółka browarnicza w Europie. Niewiele zmieniła tu wczorajsza informacja o zamknięciu browarów w rodzinnym mieście Valby, gdzie Carlsberg warzy piwo od 1847 r. Produkcja z Valby zostanie przeniesiona do zakładów w oddalonej o 200 km Fredericii, a firma zaoszczędzi dzięki temu 130 mln koron rocznie. Pracę straci ok. 240 osób. "Oszczędności związane z zamknięciem browaru w Valby będą zbyt małe i zbyt późne" - ocenili analitycy banku Morgan Stanley. Ich zdaniem, papiery Carlsberga są za drogie, natomiast perspektywy mogą się polepszyć tylko w wyniku znacznie szerzej zakrojonej restrukturyzacji.

Po publikacji wyników finansowych papiery Carlsberga staniały wczoraj o ponad 2%. Wcześniej przez sześć miesięcy zyskały 5,8%.

Reuters, Bloomberg