Kwiecień 2003 roku. Duża spółka handlująca specjalistycznymi maszynami przemysłowymi, jeden ze światowych potentatów w tym biznesie. Firma produkuje za granicą, w Polsce utrzymuje biuro handlowe. Trzech członków zarządu, kilkunastu pracowników, blisko 100 milionów złotych obrotu rocznie.
W firmie wrze. Ktoś właśnie autoryzował przelew na wyspę Man, w wysokości pół miliona euro. Pytanie postawione przez centralę spółki było proste: "Kto i jak to zrobił?" Odpowiedź nie była już tak łatwa - ze względu na bardzo słabe procedury kontrolne dostęp do terminala, z którego autoryzowano transakcję, mogło mieć 8-10 osób. Brak było odpowiednich mechanizmów zabezpieczających, nie rejestrowano i nie archiwizowano logowań do systemu, a system haseł był w rozsypce. Sprawcę zidentyfikowano po paru miesiącach przy pomocy policji, kiedy jeden z kilku podejrzanych skontaktował się ze wspólnikiem, właścicielem trefnego konta.
Odosobniony przypadek? Niekoniecznie. Odszukaliśmy kilka podobnych spraw w naszych archiwach.
Duża spółka przemysłowa, koniec lat dziewięćdziesiątych. Główna księgowa uzyskuje dostęp do "klucza elektronicznego" jednego z członków zarządu. Sama ma drugi, co pozwala jej autoryzować płatności faktur za nieistniejące usługi, wystawiane przez członków jej rodziny. Nadużycie wykryte przypadkiem po trzech latach. Suma strat - ponad 10 milionów złotych.
Firma branży energetycznej, koniec 2002 roku. Pracownik informatyki wykorzystuje słabości systemu informatycznego spółki, uzyskuje dostęp do plików przekazywanych z systemu księgowego do systemu bankowego i zmienia parametry konta bankowego w pliku tekstowym. W rezultacie płatność zostaje przekazana na konto firmy założonej przez informatyka, zamiast na właściwy rachunek bankowy. Straty - 2 miliony złotych, nigdy nie odzyskane. Zanim spółka zorientowała się, konto firmy informatyka zostało wyczyszczone, a on sam zwolnił się z pracy i wyjechał z kraju.