Po piątkowej spadkowej sesji i sobotnich zamieszaniach politycznych pozostał pewien niesmak, wskazujący na możliwość słabego otwarcia nowego tygodnia. Pozytywne nastroje na giełdach zagranicznych oraz wzrosty w Azji nieznacznie poprawiły sentyment do rynku polskiego. W wyniku tego, pomimo początkowej wyprzedaży złotego na ryku walutowym, kontrakty terminowe rozpoczęły notowania niewielkim spadkiem, który został bardzo szybko zniwelowany po otwarciu rynku kasowego. Po kilkunastopunktowym porannym ruchu przez kolejne godziny na rynku praktycznie nic się nie działo - dopiero silniejsza presja podaży w godzinach popołudniowych wywołała ponowny spadek kursu kontraktów, w okolice dziennego minimum. Ostatecznie po nudnej sesji kontrakty terminowe zakończyły sesje niewielkim spadkiem.

Z technicznego punktu widzenia wykres kursu kontraktów terminowych cały czas znajduje się w przedziale konsolidacji, wyznaczonym przez historyczny szczyt hossy oraz ostatnie lokalne minimum. Do momentu wybicia się kursu poza wspomniany przedział (2740-3000 pkt.) trudno mówić o jakiejś wyraźnej przewadze którejś ze stron. Jak na razie inwestorzy wykorzystują trend boczny i przy zbliżaniu się kursu do wartości granicznych zwiększa się aktywność popytu bądź podaży. Po piątkowej świeczce z długim górnym cieniem można spodziewać się kilkuseryjnego osłabienia nastrojów, niemniej jednak na tej podstawie trudno oczekiwać silniejszego ruchu.

Najbliższe tygodnie upłyną raczej pod znakiem kontynuacji trendu bocznego. W moim odczuciu obserwowany ostatnio proces dystrybucji nie dobiegł jeszcze końca.