Piątkową sesję indeks dużych spółek rozpoczął z animuszem. Otworzył się bowiem ponad 21 pkt (0,7%) powyżej wczorajszego zamknięcia. Jednak na tym emocje się skończyły, bowiem kolejne pięć godzin praktycznie upłynęło pod znakiem marazmu. Końcówka sesji to natomiast powolne osuwanie. Ostatecznie z 21 pkt zysku zrobiło się na koniec niecałe 11 pkt, a WIG20 zakończył dzień na poziomie 2847,8 pkt.

Na wykresie dziennym WIG20 została wyrysowana czarna szpulka, która nie zmienia ogólnej sytuacji technicznej. Indeks od połowy stycznia pozostaje w szerokiej konsolidacji 2727,8-2955,7 pkt (dołek z 14 marca - szczyt z 27 lutego). Na razie, pomimo że dzienny MACD wygenerował wstępny sygnał kupna, niewiele wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie doszło do wybicie górą ponad lutowy szczyt.

Niewielkie są również szanse na wybicie dołem. I to pomimo tego, że wykres tygodniowy tworzy liczne negatywne dywergencje ze wskaźnikami, a na tygodniowym MACD od początku marca wygenerowany jest średnioterminowy sygnał sprzedaży. Jednakże wspomniane sygnały są poważnymi ostrzeżeniami. Tyle tylko, że bez zdecydowanego pogorszenia koniunktury na świecie, silne spadki na GPW są mało realne. I to nawet gdyby skomplikowała się sytuacja polityczna w Polsce.

Przede wszystkim rynku przed zniżką będą bronić rodzime fundusze. Jak wynika z raportu opublikowanego przez Analizy Online, w ostatnich miesiącach nasila się proces napływu środków do funduszy akcyjnych. Od listopada 2005 r. co miesiąc saldo wpłat i umorzeń odnotowuje kolejne rekordy. Jak można przeczytać w tym raporcie, w ciągu ostatniego półrocza łącznie wpłynęło do funduszy inwestujących w akcje prawie 2,9 mld zł, a wartość zarządzanych aktywów wzrosła o 72%.

Te środki płynące do funduszy trzeba zagospodarować, a to wystarczy do powstrzymania zniżki. Co więcej, w przypadku silniejszych spadków, rekordowe wpłaty mogłyby się zamienić w rekordowe umorzenia. A to wywołałoby spiralę spadków. Dlatego tym bardziej wątpliwe są takowe na GPW, jeżeli nie będzie naprawdę silnych przesłanek ku temu.