Już od ponad roku część notowanych na giełdzie spółek stosuje Międzynarodowe Standardy Sprawozdawczości Finansowej. Obecnie są to notowane na giełdzie banki oraz spółki sporządzające raporty skonsolidowane. MSSF-y wykorzystywać mogą także firmy, które wchodzą w skład grup kapitałowych, o ile stosuje je także podmiot dominujący. Głównie są to firmy, w których większościowym udziałowcem są zagraniczne koncerny.
Przed wprowadzeniem MSSF-ów - w drugiej połowie 2004 roku - wszyscy publicznie zachwycali się nimi i głosili, że teraz to już będzie wspaniale. Warto przypomnieć opinie (a w większości były zgodne), że raporty sporządzane zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej będą mogły być porównywane w całej Europie. To biznes przygotował je dla biznesu i dzięki jednolitym zasadom ich sporządzania nie będzie ważne, z jakiego kraju pochodzi prezentująca je spółka. Twierdzono też, że zmniejszą się różnice między rynkami finansowymi. Dodatkowo inwestorzy będą mogli kupować i sprzedawać akcje na różnych rynkach bez obaw, że prezentowane wyniki finansowe nie będą porównywalne. Upraszczając: 1 euro zysku zawsze będzie 1 euro zysku.
Minęło kilkanaście miesięcy. Rzeczywistość koryguje te opinie - można rzec: jak zawsze. Nowe standardy pozwalają ujednolicić sposób wyznaczania wyniku finansowego firmy. To prawda, gdyż niezależnie od tego, w którym kraju sporządzony został raport, wybrane zdarzenia gospodarcze muszą być jednakowo księgowane. Ale to jest teoria. Dzieje się tak, o ile nowe standardy zostaną prawidłowo zastosowane. Co zrobić w sytuacji, gdy emitent przekazuje sprawozdanie finansowe twierdząc, że zostało ono sporządzone zgodnie z MSSF-ami, gdy już na podstawie zastosowanego wzoru sprawozdania widać, że opublikowany raport z MSSF-ami ma niewiele wspólnego. Albo gdy nowe standardy są stosowane częściowo - bo takie sytuacje też występują.
Spółki giełdowe opublikowały na przełomie lutego i marca swoje sprawozdania finansowe za czwarty kwartał 2005 roku oraz cztery kwartały narastająco. Wcześniej podały sprawozdania za pierwszy, drugi i trzeci kwartał oraz odpowiednie okresy narastająco. Okazało się, że w wielu przypadkach nie ma żadnej porównywalności - i to nie tylko między krajami. Że tak jest, można się przekonać, analizując sprawozdania banków, które mają zagranicznych właścicieli. Prowadzą one zbliżoną działalność, a ich raporty diametralnie się różnią. Jak sądzę, każde z tych sprawozdań odpowiada krajowi, w którym znajduje się centrala. I najważniejsza była zgodność z centralą.
W wielu przypadkach nie można porównać sprawozdań jednej firmy sporządzonych w różnych kwartałach. Rekordzistą jest duża spółka przemysłowa, która sprawozdanie finansowe za jeden kwartał sporządziła metodą kalkulacyjną, a za kolejne kwartały - już metodą porównawczą (lub odwrotnie, zawsze mylę te metody). W sprawozdaniach w kolejnych kwartałach pojawiają się i znikają różne pozycje, zmienia się sposób prezentacji i księgowania danych. Wygląda to tak, jakby w poszczególnych kwartałach wiedza służb księgowych spółek na temat nowych standardów systematycznie się zwiększała. Jak długo będzie trwała ta nauka - nie wiemy.