Podczas piątkowej sesji nastąpiła próba zepchnięcia WIG20 w dół. Z technicznego punktu widzenia było to skutkiem czwartkowego nieudanego ataku na opór w okolicach 2885 pkt. Determinacja sprzedających nie była jednak zbyt duża, a spadki zostały nadrobione pod koniec notowań. W sumie bilans dwóch ostatnich sesji jest remisowy. WIG20 tkwi pomiędzy wspomnianym oporem, a czwartkową luką hossy stanowiącą najbliższe wsparcie. Któraś z tych barier musi pęknąć w najbliższej przyszłości. Jeśli będzie to opór, to WIG20 prawdopodobnie spróbuje ustanowić nowy rekord. Przełamanie wsparcia zapowiadałoby natomiast kolejny test głównej linii trendu wzrostowego. Linia ta biegnie przez dołki z maja i października 2005. Co ciekawe, od połowy marca jej okolica była testowana już trzy razy. W związku z tym obawiam się, że następny test może zakończyć się jej przełamaniem. Byłby to bardzo niedobry sygnał i zapowiedź spadku przynajmniej do dolnego ograniczenia konsolidacji, w której indeks znajduje się już trzeci miesiąc. Wsparcie to znajduje się obecnie w okolicach 2700 pkt.

Drugi niepokojący fakt to względna słabość WIG20 w porównaniu z indeksami zawierającymi mniejsze spółki. WIG20 ma trudności z dojściem nawet w pobliże swojego historycznego szczytu, gdy "lżejsze" indeksy ustanawiają coraz to nowe rekordy. Piątkowa sesja była tego najlepszym przykładem. WIG20 ledwo wyszedł na plus. Lepiej wypadły kolejno WIG i MIDWIG, a najlepiej radził sobie WIRR, który wzrósł o 0,85 proc. Warto zwrócić uwagę także na to, że obroty na WIG były ponad dwa razy większe niż na WIG20. Najwyraźniej inwestorzy czują się już tak pewnie, że na jakiś czas odpuścili sobie blue chips, by zająć się Próchnikiem, czy Elektrimem. To nie jest dobry sygnał. Bardziej optymistycznie wygląda kształt konsolidacji z ostatnich miesięcy. Przebiega ona pomiędzy dwiema liniami tworzącymi coś w rodzaju lekko opadającego kanału trendowego przypominającego flagę, czyli formację typową dla korekt w trendzie wzrostowym.