Indeks Cenowy Parkietu, obejmujący wszystkie giełdowe firmy, kontynuował w mijającym tygodniu rekordową passę. Na każdej sesji poprawiał historyczne maksimum. Cechą charakterystyczną tej fali wzrostowej jest niższy wolumen niż przy poprzednich falach wzrostowych. Z punktu widzenia analizy technicznej, jest to wprawdzie sygnał słabnięcia trendu, ale nie można zapominać, że wolumen jest tylko wskaźnikiem pomocniczym. Najważniejszy jest wykres kursu. Ten nie pozostawia wątpliwości, że przewaga jest po stronie byków.
Odżyły zapomniane spółki
To, co może niepokoić inwestorów, którzy próbują oceniać trwałość zwyżki, jest udział w niej firm, o których nie bardzo są w stanie czerpać jakieś informacje, bo spółki te przez wiele miesięcy znajdowały się praktycznie poza nurtem giełdowego życia. Tymczasem mijający tydzień przyniósł m.in. zwyżkę Arksteelu o prawie 70 proc., czy wzrost Atlantisu niemal o 30 proc. Kolejne rekordy biła cena akcji Muzy, którą nikt nie interesował się praktycznie przez 6 lat. Inwestorzy finansowi potraktowali zwyżkę jako dobrą okazję do wyjścia z wątpliwej inwestycji - z grona największych udziałowców zniknął OFE Pocztylion. Można pokusić się o stwierdzenie, że hossa sięgnęła dna.
Część inwestorów takie zjawiska, jak wzrost kursów spółek, w których nic dobrego w "fundamentach" się nie dzieje, interpretuje jako sygnał zbliżającego się końca trendu wzrostowego. Z tego typu wskazówkami jest jednak taki problem - podobnie jak z negatywnymi dywergencjami na wskaźnikach technicznych, których również możemy się spodziewać - że zachęcają do inwestowania przeciw głównemu trendowi. To natomiast najczęściej nie odbija się korzystnie na wartości naszego portfela. Choć zatem nie jest to pewnie dobra pora na budowanie pozycji z zamiarem przetrzymania akcji przez dłuższy czas, to nie jest też dobry czas, żeby próbować zajmować krótkie pozycje na rynku pochodnych. Zwróciłbym jeszcze uwagę na roczną stopę zwrotu z Indeksu Cenowego Parkietu. W tej chwili przekracza ona 70 proc., ale gdy w kwietniu 2004 r. na wykresie indeksu budowany był szczyt (hossa na szerokim rynku została zatrzymana praktycznie na 1,5 roku), przekraczała 200 proc. Mamy zatem na rynku dużo emocji, ale atmosfera nie jest - jak na standardy tej hossy - rozgrzana do czerwoności.
Zwróćmy jeszcze uwagę na różnicę między roczną stopą zwrotu z Indeksu Cenowego i WIG20. W tej chwili wynosi 30 pkt proc. na korzyść wskaźnika szerokiego rynku. Tymczasem szczyt poprzedniej hossy (w marcu 2000 r.) wypadł, kiedy roczna stopa wzrostu WIG20 przekraczała prawie o 50 pkt proc. 52-tygodniową zmianę Indeksu Cenowego. Ostatni raz długoterminowy szczyt na GPW, w sytuacji kiedy uwaga inwestorów skupiała się na małych spółkach, został zbudowany w lutym 1997 r. Szczyt na wykresie Indeksu Cenowego wypadł trzy miesiące po tym, jak zwyżkę zakończył WIG20. Warto zwrócić uwagę, że zmianę trendu poprzedzała wtedy konsolidacja na wykresie IC.