Wczorajsza decyzja EBC o pozostawieniu podstawowej stopy na poziomie 2,5 proc., była zgodna z oczekiwaniami uczestników rynku. Z pewnym zaskoczeniem przyjęto natomiast wypowiedź szefa banku Jean-Claude Tricheta na konferencji prasowej we Frankfurcie. Powiedział on, że niemal powszechne oczekiwanie inwestorów na podniesienie stóp w przyszłym miesiącu nie odzwierciedla obecnego stanowiska rady banku w tej sprawie. Po takiej deklaracji kurs euro spadł, a obligacje i akcje w Europie Zachodniej zdrożały.
Ekonomiści i inwestorzy ostatnio korygowali w górę swoje prognozy dotyczące stóp w strefie euro, gdyż coraz więcej było oznak przyspieszenia gospodarczego w tym regionie. Rośnie tam popyt na kredyty, spółki zaczynają pomału podnosić ceny. Produkcja w marcu wzrosła najbardziej od pięciu lat, nastroje niemieckich przedsiębiorców są najlepsze od 1991 r., a inflacja od 14 miesięcy przekracza docelowy poziom EBC.
Na wczorajszej konferencji Tricheta zaskakujące było nie tylko to, co powiedział, ale także to, czego nie powiedział. W jego wystąpieniu otwierającym konferencję nie pojawiło się sformułowanie, że EBC musi wykazywać "czujność" wobec inflacji. A tego właśnie słowa używał dla wyrażenia stanowiska EBC na konferencjach prasowych poprzedzających decyzje o podniesieniu stóp w grudniu ub.r. i w marcu.
Stanowisko banku, zdaniem Tricheta, nadal jest "odpowiednie", a ryzyko inflacji "wysokie". Mniej "jastrzębie" niż oczekiwano wystąpienie prezesa EBC oznacza, że bank postanowił dać gospodarce strefy euro więcej czasu na nabranie sił. Wciąż bowiem najważniejszym czynnikiem jej wzrostu jest eksport, a wysokie bezrobocie ogranicza możliwości nabywcze konsumentów. Poważnym zagrożeniem dla prognoz gospodarczych strefy euro są też ceny ropy naftowej coraz bardziej przekraczające poziom 60 USD za baryłkę.
Również Bank Anglii pozostawił wczoraj stopy procentowe bez zmian, czego spodziewali się analitycy i ekonomiści. Główna stopa procentowa na Wyspach już od ośmiu miesięcy wynosi 4,5 proc.