Powołanie sejmowej komisji śledczej, która będzie się zajmowała działalnością NBP i prywatyzacją sektora bankowego w ciągu ostatnich piętnastu lat jest przykładem, najdelikatniej mówiąc, działania niezbyt przemyślanego. Jest z pewnością wydarzeniem medialnym. Wydarzeniem, które idealnie wpisuje się w oczekiwania części społeczeństwa, które od lat indoktrynowane jest tezami o Balcerowiczu niszczącym polską gospodarkę i o bankach sprzedanych za bezcen zagranicznym krwiopijcom.
Oceny takie, formułowane z reguły przez populistycznych polityków, trafiają na podatny grunt - polskie społeczeństwo jest bowiem słabo wyedukowane ekonomicznie. I chyba tylko tym brakiem podstawowej wiedzy ekonomicznej można tłumaczyć fakt, że powołanie "komisji bankowej" zostało przez tzw. opinię publiczną przyjęte nienajgorzej.
Gdyby jednak nawet człowiek nie mający pojęcia o mechanizmach gospodarczych, ale mający odrobinę zdrowego rozsądku, zastanowił się chwilę, z pewnością doszedłby do wniosku zaprezentowanego w pierwszym zdaniu tego felietonu. Spójrzmy może najpierw na prawdopodobny skład komisji. Na jej przewodniczącego typowany jest poseł PiS Artur Zawisza - przewodniczący sejmowej Komisji Gospodarki. Osoba, która od wielu lat w Sejmie zajmuje się sprawami z gospodarką związanymi. Jednak nawet on nie ma odpowiedniego przygotowania do oceny działalności NBP, czy też procedur związanych z prywatyzacją banków. Tu potrzeba wybitnego eksperta z dziedziny bankowości, specjalisty od prawa bankowego. Drugim kandydatem PiS do komisji jest 26-letni politolog, którego wiedza o systemie bankowym sprowadza się do tego, że "na studiach miał makroekonomię". O kandydatach Samoobrony czy LPR nie ma chyba nawet sensu wspominać.
Przyjrzyjmy się też temu co komisja ma zbadać. Już sama działalność banku centralnego jest pojęciem bardzo szerokim i trudno mi wyobrazić sobie w jaki sposób komisja miałaby ją oceniać. Nawet jeśli założymy optymistycznie, że ten Sejm dotrwa do końca kadencji, to czasu raczej nie wystarczy. Prywatyzacja sektora bankowego? Tu także materii do studiowania jest nadmiar. Czy komisja będzie analizować wszystkie prywatyzacje w polskiej bankowości? Alfabetycznie czy chronologicznie? To chyba niewykonalne - prawdopodobnie w sprawie prywatyzacji jednego dużego banku istnieje więcej dokumentów niż w całej aferze Rywina.
Siłą rzeczy prace komisji będą więc musiały się sprowadzić do wyciągania pojedynczych przypadków. A owo wyciąganie będzie po prostu polityczną grą - my znajdziemy coś na was, a wy na nas. Tego typu licytacja rozpoczęła się jeszcze przed powołaniem komisji. W efekcie nie mamy co liczyć na wyjaśnienie czegokolwiek, o ile przyjmiemy na chwilę, że jest w ogóle coś, co ta komisja ma wyjaśnić. Bo chyba nie chodzi o odpowiedź na proste pytanie, dlaczego w krajowym sektorze bankowym duży udział mają inwestorzy zagraniczni? Aby się tego dowiedzieć nie potrzeba komisji sejmowej - wystarczy zorganizować seminarium i zaprosić kilka, znających się na rzeczy, osób.