Prywatyzację CEZ należy dokończyć w trakcie najbliższej czteroletniej kadencji parlamentu - zapowiedział w poniedziałek Martin Bursik, przewodniczący zyskującej coraz więcej w sondażach Partii Zielonych. Jego zdaniem, do konkretnych rozmów powinno dojść tuż po czerwcowych wyborach. Sam jest zwolennikiem stopniowej, kilkuetapowej sprzedaży pozostającego w rękach państwa pakietu akcji CEZ.
Prawica - tak, lewica - nie
Decyzje w sprawie sprzedaży akcji koncernu najprawdopodobniej będą mieć ogromne znaczenie także dla polskiego rynku kapitałowego. Jak informował przed tygodniem PARKIET, Czesi pracują nad prospektem emisyjnym, by jeszcze w tym półroczu wejść na giełdę w Warszawie.
Rząd Czech ma teraz 67,6 proc. papierów tego największego koncernu energetycznego w regionie Europy Środkowowschodniej. Czeska scena polityczna jest podzielona na dwa obozy - zwolenników i przeciwników dokończenia prywatyzacji giganta. Za sprzedażą udziałów, poza Zielonymi, opowiada się prawicowa Obywatelska Partia Demokratyczna i chrześcijańscy demokraci.
Przeciwna jest rządząca Partia Socjaldemokratyczna, na czele z premierem Jirim Paroubkiem. Stwierdził on ostatnio, że państwo nie powinno się pozbywać kontroli nad gigantem, ponieważ jako firma prywatna, CEZ nie będzie brać pod uwagę interesów obywateli w ustalaniu cen. Ponadto państwo straciłoby szansę skorzystania z efektów zagranicznej ekspansji koncernu. CEZ zamierza rozwijać się m.in. w Bułgarii, gdzie w zeszłym tygodniu dograł szczegóły przejęcia za 346 mln euro elektrowni w Warnie.