Indeks szerokiego rynku S&P500 rozpoczął czwartkową sesję od niewielkich spadków. Jednak już pół godziny później był na plusach. Popytowi pomógł opublikowany wczoraj o godzinie 16. indeks wskaźników wyprzedzających amerykańską koniunkturę (LEI). W marcu spadł on o 0,1 proc., podczas gdy oczekiwano, że pozostanie na niezmienionym poziomie. Dodatkowo dane z lutego zrewidowano w dół z -0,2 proc. do -0,5 proc. Te słabe dane podniosły wartość S&P500, bowiem inwestorzy uznali, i pewnie nie bez racji, że im gorsze dane, tym bliższy jest koniec cyklu zaostrzania polityki monetarnej przez Fed. Ta, nieco pokrętna logika, obowiązuje na Wall Street już od pewnego czasu. Takie są jednak prawa hossy. Hossy, która trwa już ponad trzy lata i na razie trudno znaleźć istotne powody, na podstawie których można by prognozować jej koniec. Oczywiście, można postawić tezę, że silnie rosnące ceny surowców, przy jednoczesnym zaostrzaniu polityki monetarnej przez Fed, muszą odbić się czkawką amerykańskiej gospodarce. Jednak nie sposób określić nie tylko kiedy to nastąpi, ale również czy rynek akcji zareaguje na to ewentualne spowolnienie wzrostu gospodarczego.
Dlatego znacznie prościej posługiwać się analizą techniczną. Ta jednak na razie nie daje sygnałów sprzedaży. Indeks S&P500 od grudnia porusza się w kanale wzrostowym. Jego dolne ograniczenie znajduje się na poziomie 1280 pkt, natomiast górne na 1325 pkt. Wspomniany kanał jest częścią składową znacznie większego kanału, w jakim S&P500 pozostaje od 2 lat. Formacja ta ograniczona jest poziomami 1230 pkt i 1345 pkt. Byki są bezpieczne, a co za tym idzie bezpieczne są zakupy akcji, dopóki indeks znajduje się ponad 1280 pkt. Przełamanie tego wsparcia otworzy drogę do większej korekty, dla której celem będzie poziom 1230 pkt. Wybicie poniżej 1230 pkt, może już zapoczątkować, liczone nawet w miesiącach, spadki.
Analizując aktualną sytuację na wykresach S&P500 w różnych ramach czasowych, jak również zachowanie wskaźników, aktualnie nie ma poważnych powodów, żeby obawiać się silniejszych spadków. Jedynie tradycyjne powiedzenie o sprzedaży w maju (Sell in May and Go Away), może nieco obecnie psuć samopoczucie posiadaczy akcji.