Miniony tydzień przyniósł zdecydowany rozbrat z poziomem 3000 pkt. Wzrost był silny i spowodował naruszenie pułapu wstęgi Bollingera na wykresie tygodniowym. Momentum tego impulsu jest jednak na tyle znaczne, a pokusa sięgnięcia górnego ograniczenia kanału hossy tak wielka, że prognoza klasycznego cofnięcia podczas rozpoczynającego się tygodnia może okazać się chybiona.
Jeszcze w piątek obawy odnośnie do możliwości kontynuacji narzuconego tempa wzrostu zmaterializowały się w postaci dwóch korekt: na początku i na końcu sesji. Był to efekt rosnącego przekonania o nieuchronności korekty, które wzmogło się po realizacji zasięgu wybicia z 3-miesięcznej konsolidacji. Nie można też nie wspomnieć o bliskim sąsiedztwie całego szeregu linii tempa (wewnętrznej linii trendu i pułapu rocznego kanału hossy) znajdujących wspólny mianownik w rejonie 3300-3400 pkt.
Nie ulega wątpliwości, że nad rynkiem wisi groźba korekty. Być może inwestorzy zechcą uprzedzić moment spotkania z potencjalnymi oporami, a jeśli dołączyliby do nich gracze o najkrótszym horyzoncie czasowym, korekta mogłaby nabrać rumieńców. Jednakże w warunkach hiperbolicznej hossy wyznaczanie punktu zwrotnego przypomina grę na loterii, a wszelkie hipotezy bywają szybko i boleśnie weryfikowane.
Przekonaliśmy się o tym już w poniedziałek. Wprawdzie początek sesji przyniósł kontynuację korekty z końcówki piątkowych notowań, ale ostatecznie przeważył optymizm i wiara w trwałość tendencji wzrostowej. Pozostaje nam obserwowanie kondycji strony popytowej i zmian nastrojów w trakcie podejścia w okolice pułapu kanału hossy. Na razie pierwszy czynnik nie budzi zastrzeżeń, drugi zaś świadczy o "zdrowym pesymizmie" uczestników gry.