Wtorkowa sesja upłynęła pod znakiem kosmetycznych wahań WIG20, którym towarzyszył umiarkowany obrót, dodatkowo skoncentrowany na walorach czterech firm z indeksu. Trudno się zatem dziwić, że najwięcej emocji towarzyszyło we wtorek notowaniom prawa poboru jednej z małych spółek.
Indeks największych spółek nadal przebywa poniżej połowy czarnej świecy z ostatniego czwartku. Rynek zdaje się oswajać z wyprzedażą z końca poprzedniego tygodnia i szukać równowagi na wysokim poziomie. Najbliższe wsparcie stanowi odległa już tylko o kilkadziesiąt punktów średnia krocząca z 15 sesji - indeks nie przełamał jej trwale od góry już od prawie dwóch pełnych miesięcy.
Również wykres tygodniowy nie powinien siać niepokoju w gronie posiadaczy akcji, choć trzeba obiektywnie zauważyć, że tak długi jak ostatnio górny knot świecy powstał na wykresie we wrześniu tamtego roku. Sygnał ten sam w sobie nie ma jednak większej wartości. Aczkolwiek, połączenie go z wysoką wartością tygodniowego wskaźnika Ultimate, może zwiastować rychły przystanek w silnym trendzie wzrostowym. Nie sądzę, by przy tak dobrym nastawieniu do rynku wartość indeksu miała silniej spaść - krótka konsolidacja jest znacznie bardziej prawdopodobna. Pytanie tylko na jak długo kapitał, który zainwestował m.in. w akcje KGHM czy największych polskich banków, będzie chciał utrzymywać swoje i tak już bardzo zyskowne pozycje. Od początku marca wartość miedziowego koncernu wzrosła bowiem o około 70 proc., banku Pekao SA o 15 proc., a PKO BP o 40 proc. (od grudnia 2005). Bliski ustanowienia we wtorek nowego historycznego maksimum Bioton, w ciągu dwóch miesięcy zwiększył wartość o 60 proc., a od początku tego roku o ponad 100 proc. Biorąc pod uwagę fakt, że mowa o największych spółkach warszawskiej giełdy, zyski te wydają się już dostatecznie duże. Utrzymanie bieżących cen będzie możliwe, o ile kapitał, który wyniósł do nich kursy nie ma nastawienia wyłącznie spekulacyjnego - sesja z czwartku w ubiegłym tygodniu powinna być swoistą przestrogą. Do załamania i paniki nam jednak bardzo daleko.