Wczorajsza sesja na Wall Street rozpoczęła się od wzrostu głównych indeksów. Nie był on jednak na tyle duży i dynamiczny, żeby prognozować, iż doprowadzi on do jakiechś istotnych zmian w sytuacji technicznej indeksów S&P500, Nasdaq Composite czy Dow Jones.
Indeksy te znajdują się w średnioterminowych trendach bocznych. Ich nachylenie jest lekko wzrostowe, bowiem stosunkowo dobra sytuacja gospodarcza USA oraz nadzieje na zakończenie przez Fed cyklu podwyżek stóp procentowych, sprzyjają inwestycjom w akcje. Zwłaszcza że jednocześnie brakuje istotnych z punktu widzenia analizy technicznej sygnałów sprzedaży.
W środę, czwartek i piątek japoński rynek finansowy świętuje. To, w jakich nastrojach inwestorzy wrócą z tego długiego weekendu, będzie niezmiernie ważne dla losów indeksu Nikkei w najbliższych tygodniach. Indeks ten znajduje się bowiem niewiele ponad ważną barierą popytową, jaką na 16 747,75-17 000 pkt tworzy układ szczytu z 6 lutego br. oraz roczna linia hossy.
Wybicie poniżej tej bariery popytowej, co np. sugeruje wstępny sygnał sprzedaży na MACD, powinno sprowadzić japoński indeks do 15000-15341 pkt. Czyli do wsparcia wyznaczanego przez 38,2-proc. zniesienie Fibonacciego rocznych zwyżek oraz dołek z 18 stycznia br.
Opisywany ewentualny spadek Nikkei mógłby być doskonałym ruchem powrotnym do pokonanej pod koniec listopada 2005 roku 16-letniej linii bessy (obecnie znajduje się ona na 14 500 pkt). Trzeba bowiem wiedzieć, że od kwietnia 2003 roku na tokijskim parkiecie dominują byki i dopóki Nikkei nie wróci poniżej wspomnianej 16-letniej linii trendu spadkowego, dopóty wzrost w długim terminie to najbardziej prawdopodobny scenariusz.