Czeski premier Jiri Paroubek zapowiedział wzrost tamtejszej gospodarki o 8 proc. w tym roku. Takie tempo pozwoli utrzymać w ryzach deficyt budżetowy i przyjąć euro w planowanym terminie, czyli w 2010 r.

W jednym z ostatnich wywiadów przed wyznaczonymi na 2 i 3 czerwca wyborami parlamentarnymi premier Paroubek zapewnił, że jego Partia Socjaldemokratyczna zmniejszy deficyt budżetowy poniżej 3 proc. PKB, a więc poziomu wymaganego do przyjęcia wspólnej waluty. Podkreślił przy tym, że i tak w kasie będzie wystarczająco dużo pieniędzy, by kontynuować program rozbudowy dróg i zwiększyć nakłady na opiekę socjalną. Wszystko dzięki temu, że czeska gospodarka rozwija się w tempie cztery razy szybszym niż strefa euro. W ub.r. PKB zwiększył się o rekordowe 6 proc. Szybki rozwój jest oczywiście potrzebny, bo czeski PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca stanowił w ub.r. 73 proc. średniej dla całej Unii Europejskiej.

Komisja Europejska, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i czeski bank centralny apelują do rządu w Pradze, by oszczędzał pieniądze właśnie teraz, gdy szybki wzrost zapewnia większe przychody, co pozwoli uniknąć gwałtownego wzrostu deficytu przy spowolnieniu gospodarki.

Socjaldemokratyczny rząd premiera Paroubka lekceważy te opinie i zabiega o poparcie wyborców, obiecując zwiększenie pomocy finansowej i wstrzymanie sprzedaży państwowych aktywów przy utrzymaniu podatków na obecnym poziomie. Opozycyjna Obywatelska Partia Demokratyczna opowiada się za wprowadzeniem 15-proc. podatku liniowego, co ma przyspieszyć wzrost i zmniejszyć bezrobocie. Zapowiada sprzedaż akcji państwowych firm, między innymi koncernu energetycznego CEZ.

W najnowszym sondażu opozycja może liczyć na 30,6 proc. głosów wyborców, a poparcie dla rządzącej partii socjaldemokratycznej deklarowało 26 proc. ankietowanych.