Choć powrót indeksu S&P 500 w poprzedni czwartek do wnętrza kanału zwyżkowego, w jakim porusza się od końca 2005 r., zapowiadał ruch w stronę dolnej granicy tej formacji, to tempo, w jakim ten spadek następuje, jest trochę zaskakujące. To przemawia na niekorzyść posiadaczy akcji i zdecydowanie zwiększa prawdopodobieństwo przełamania wsparcia i opuszczenia kanału. Był to zły sygnał w średnim terminie. Tak długo tworzona formacja może nawet kończyć trzyletnią hossę, choć snucie takich teorii już dziś może być przedwczesne. Amerykański rynek w ostatnich dwóch latach wychodził już kilkakrotnie z poważnych opresji, więc z bardziej zdecydowanymi wnioskami trzeba jeszcze poczekać.
Niewiele jednak wskazuje, by
atmosfera miała się w najbliższym czasie poprawić. Wczoraj do wyprzedaży wystarczył wzrost inflacji bazowej na poziomie konsumentów. To kolejny raz potwierdziło, jak bardzo inwestorzy stali się przewrażliwieni na punkcie obaw inflacyjnych, stóp procentowych oraz koniunktury gospodarczej. Bardzo słabe zachowanie segmentu technologicznego (Nasdaq 100 spadł poniżej szczytu z sierpnia 2005 r., co otworzyło drogę do spadku w rejon jesiennego dołka) jest potwierdzeniem obaw o zwolnienie gospodarki w USA.
Gwałtowna wyprzedaż przetoczyła się wczoraj przez węgierski parkiet. BUX dotarł do linii trendu, biegnącej po kolejnych dołkach od jesieni minionego roku. Jej przełamanie potwierdzi zmianę średniookresowej tendencji na spadkową. Przypomni jednocześnie o ukształtowanej na tygodniowym MACD negatywnej dywergencji, zapowiadającej odwrócenie długoterminowego trendu. W tym kontekście warto przyglądać się austriackiemu ATX-owi, silnie związanemu z rynkami w naszym regionie. Miesięczna i kwartalna zmiana tego indeksu spadła nieznacznie
poniżej zera. Wyrównała tym samym dołki ukształtowane w ostatnich trzech latach. Ich przełamanie będzie czytelnym sygnałem końca hossy. ATX znalazł się wczoraj