Rozpoczęły się prace nad nowym prawem energetycznym. Wprowadzi ono zmiany, którymi zainteresowane są trzy sektory: ciepłowniczy, elektroenergetyczny i gazowniczy. Zmienią się między innymi uprawnienia Urzędu Regulacji Energetyki. Branża energetyczna alarmuje, że w tym momencie organ ten za bardzo ingeruje w sprawy gospodarcze, między innymi poprzez prawo do zatwierdzania taryf, a powinien jedynie sprawować kontrolę.

- To drugie rozwiązanie z pewnością uprościłoby zasady regulacji taryf - uważa wiceminister gospodarki Tomasz Wilczak. - Ważne będzie zdefiniowanie roli urzędu, aby mógł on konsekwentnie realizować politykę całego sektora - stwierdza.

Polska energetyka wymaga dużych inwestycji. Około 40 proc. mocy wytwarzających prąd ma więcej niż 30 lat. Ich odbudowa może kosztować ponad 10 mld złotych. BOT, który buduje teraz największy w kraju blok wytwórczy, wyda na to ponad 800 mln euro (około 3,3 mld zł). Pieniądze potrzebne na takie inwestycje będą przekładać się na wzrost cen energii. Do tej pory podwyżki były ograniczane przez URE, który zatwierdzał taryfy. Odebranie mu takich uprawnień może oznaczać gwałtowny skok cen. Za to, jak wynika z informacji z resortu, urząd ma się zajmować promocją branży.

Zanim jednak powstanie nowe prawo energetyczne, Ministerstwo Gospodarki zamierza jeszcze znowelizować istniejącą już ustawź. Chodzi o dwie poprawki, z których jedna ma promować rozwój elektrociepłowni.