Coraz częściej odnoszę wrażenie, że jesteśmy bardziej papiescy od papieża. No, może nie wszyscy, ale jednak spora część. Może nawet większość...
Oto, na przykład, wicepremier i minister edukacji Roman Giertych uszczęśliwił właśnie dzieci i młodzież dodatkowym dniem wolnym od zajęć szkolnych. Młódź przyjęła jego decyzję z oczywistą radością. Gorzej z rodzicami i opiekunami. Ich rozporządzenie pierwszego belfra IV RP raczej nie uszczęśliwiło. Dla pracujących rodziców to, że dzieci nie idą w piątek do szkoły, oznacza dodatkowy kłopot. Ktoś bowiem tego dnia dziatwą musi się zająć, a w zdecydowanej większości firm z okazji wizyty Benedykta XVI w Polsce wolnego nie ma.
Trzeba też być wyjątkowo wielkiej wiary, aby sądzić, że większość uczniów zamiast do szkoły uda się grzecznie na plac Piłsudskiego w Warszawie lub choćby usiądzie przed telewizorami, aby posłuchać, co chce przekazać Polakom następca Jana Pawła II. Być może właśnie dlatego urzędnicy państwowi mniejszej wiary niż wicepremier Giertych, na wszelkie wypadek, postanowili wprowadzić, na czas odwiedzin Benedykta XVI, prohibicję. Trudno o lepszy dowód na to, że chcą być bardziej papiescy niż sam papież. Ojciec Święty goszcząc w Polsce wcale bowiem nie zamierza stronić od alkoholu: do obiadu i kolacji będzie pijał czerwone wino. Trunkiem raczyć się będą także dostojnicy kościelni i rządowi (w tym autor zakazu premier Kazimierz Marcinkiewicz).
Przypomnijmy jeszcze, że w głowach przedstawicieli wiodącej partii zrodził się niedawno inny pomysł: zakaz sprzedaży alkoholu w Dniu Dziecka. Na razie chyba upadł, ale do czasu...
Urzędnikom państwowym trzeba sprawiedliwie oddać jedno: ich decyzje są spójne i wszystkie idą w ściśle określonym kierunku. Z całą pewnością będą też kolejne.