Utrzymuje się zapoczątkowane w zeszłym roku wysokie tempo wzrostu produkcji. Szybko rosną obroty handlu zagranicznego i wewnętrznego. Coraz większa wydajność pracy uzasadnia szybki wzrost wynagrodzeń realnych w przedsiębiorstwach. Poprawia się dochodowość gospodarstw domowych, a o optymizmie konsumentów świadczy zwiększające się zapotrzebowanie na kredyty bankowe, zarówno konsumpcyjne, jak i mieszkaniowe. Odradzający się popyt nie powoduje na razie presji inflacyjnej. Na początku maja notowania giełdowe pobiły dotychczasowe rekordy, a wskaźnik kursów 20 największych spółek należał do najszybciej rosnących indeksów na świecie. Co prawda ostatnie tygodnie przyniosły gwałtowną korektę, ale sytuacja powoli stabilizuje się.
Można się zatem spodziewać w bieżącym roku przyrostu produktu krajowego brutto w skali, której nie przewidywali eksperci. W pierwszym kwartale jego wartość była o 5,2 proc. większa niż rok wcześniej. I prawdopodobnie nie był to "wyskok" spowodowany jednorazowymi, przejściowymi czynnikami. Tempo wzrostu gospodarczego w drugim kwartale może być jeszcze szybsze, gdyż firmy oczekują dalszego wzrostu popytu i większego napływu zamówień.
Warto przypomnieć, że w założeniach do ustawy budżetowej na 2006 rok przyjęto po długich dyskusjach, że w całym roku PKB zwiększy się o 4,3 proc. i że ta prognoza spotkała się z niedowierzaniem i krytyką. Obecnie przeważa jednak pogląd, że bieżący rok zakończymy wzrostem gospodarczym nie mniejszym niż 5 proc.
Przybywa inwestorów i eksporterów
Dane o inwestycjach i konsumpcji w pierwszym kwartale dowodzą, że tempo wzrostu inwestowania, które wyraźnie przyspieszyło w drugiej połowie 2005 roku, jest nadal bardzo wysokie. Również spożycie indywidualne rośnie znacznie szybciej, niż przewidywano, wykazując wyraźną tendencję do dalszego przyspieszania. Może to wywoływać obawy, czy dynamika gospodarki nie jest za wysoka, bo przecież zjawiska odnotowane np. w marcu: wzrost produkcji przemysłowej o 16,4 proc. (w ujęciu rocznym), budowlano-montażowej o 15,5 proc., sprzedaży detalicznej o 10,4 proc., w naszych realiach zdarzają się rzadko. Oczywiście, takie tempo na dalszą metę nie wydaje się możliwe do utrzymania, ale nie można też mówić o przegrzaniu rynku i osiągnięciu szczytu koniunktury.