Trudno jest znaleźć sygnały zapowiadajęce wyczerpanie potencjału spadkowego. Za kontynuację zniżki przemawia przebicie we wtorek silnego wsparcia zwięzanego z górkę

z jesieni 2005 r. oraz

12-miesięczną średnią kroczącą. Wypadało w strefie 2565-2598 pkt. Po dotarciu do tej średniej latem 2004 r. i wiosną 2005 r. zaczynały się kolejne fale wzrostowe. Tym razem nie powstrzymała naporu sprzedajęcych, co stanowi kolejny argument za rozpoczęciem przez giełdę jeśli nie bessy, to przynajmniej korekty całej trzyletniej zwyżki. Wtedy docelowego zasięgu spadku należałoby upatrywać dopiero w rejonie 2150 pkt. Tutaj w I kwartale 2005 r. został uformowany szczyt, a także wypada 38,2-proc. zniesienie hossy.

W krótkim terminie do zatrzymania podaży może dojść na poziomie dołka z jesieni minionego roku, czyli w rejonie 2300 pkt. Tak zakres przeceny wynika z wysoko?ci formacji głowy z ramionami, za którę można wzięć notowania od połowy lutego. Jej kształt jest może trochę dyskusyjny, ale sekwencja obrotów (malejęce w trakcie formowania lewego ramienia i zwiększajęce się w czasie tworzenia prawego ramienia), a także dynamika zdarzeń z ostatnich tygodni pasuję do tej koncepcji.

Inwestorzy pozostaję przewrażliwieni na wszelkie informacje dotyczęce inflacji. Wystarczyły nieznacznie odbiegające w górę od prognoz dane o inflacji bazowej w USA, by rentowność obligacji poszła mocno w górę, co uniemożliwiło wyraźniejsze odbicie na giełdach za oceanem. Jednocześnie wskaźnik inflacji bazowej wcięż jest na dość niskim poziomie. Jednak w komentarzach można było znaleźć informacje, że wzrost inflacji bazowej jest największy od 1995 r. Tak rzeczywiście było, jeżeli wziąć pod uwagę sumę miesięcznych zmian z ostatnich 3 miesięcy, która wyniosła łęcznie 0,9 proc. Natomiast roczny wskaźnik podniósł się w tym czasie z 2,1 proc. do 2,4 proc. Przy skłonności do tak negatywnej interpretacji danych trudno upatrywać szans na szybkę poprawę nastrojów.