WIG20 rozpoczął piątkową sesję od silnych wzrostów. Tuż po otwarciu zyskiwał aż 5,2 proc. Później było już tylko gorzej. Ostatecznie WIG20 zakończył tydzień na poziomie 2553,32 pkt, co oznacza wzrost o zaledwie 0,65 proc.
Silne wzrosty na otwarciu to wpływ czwartkowej zwyżki na Wall Street, wywołanej przez szefa Fed Bena Bernanke. Po opublikowanych w tym tygodniu danych o majowej inflacji w USA, które pokazały większy od prognoz wzrost inflacji bazowej PPI i CPI, rynek mógł oczekiwać, że szef Fed będzie jeszcze bardziej "jastrzębi" niż dotychczas. Tymczasem w czwartek wyraźniej złagodził retorykę, kładąc nacisk nie na inflację, ale na umiarkowane oczekiwania inflacyjne. Wyprzedanym amerykańskim indeksom to wystarczyło do odbicia. Silny wzrost WIG20 na otwarciu w piątek dawał nadziejź na utworzenie
popytowej formacji wyspy.
Formacji, która w najgorszym
razie mogła stanowić pretekst do zwyżki ku poziomowi 2950 pkt. Popyt nie wykorzystał jednak tej szansy, co świadczy o jego słabości. Tak samo jak wyrysowana