Duża zmienność nastrojów na światowych parkietach skłania do "słuchania" się sygnałów płynących z analizy technicznej, zamiast podejmowania prób tłumaczenia zachowania rynków na danej sesji tą czy inną wypowiedzią na temat stóp procentowych czy pojawiającymi się danymi. O ile analiza techniczna dość dobrze ostatnio funkcjonuje to w odniesieniu do napływających informacji trudniej jest znaleźć wspólny mianownik przy ich interpretacji przez inwestorów. Wcześniejsze sesje na wszystkich kluczowych indeksach światowych przyniosły wygenerowanie silnych sygnałów sprzedaży. W związku z tym dopóki nie zostaną zanegowane trzeba liczyć się z kontynuacją ruchu w dół. Amerykański Nasdaq i europejski DJ Stoxx 50 przecięły linie trendu, biegnące po dołkach z sierpnia 2004 r. oraz wiosny 2005 r. Japoński Nikkei spadł poniżej dołków z I kwartału tego roku, co doprowadziło do utworzenia formacji podwójnego szczytu z zasięgiem spadku w rejon 13 tys. pkt.
Najmniej klarownie prezentuje się wykres S&P 500. Na początku minionego tygodnia doszło do sforsowania głównego wsparcia na wysokości 1245 pkt, związanego ze szczytem z lata 2005 r. oraz linią trendu łączącą minima z sierpnia 2004 r. oraz października 2005 r. Jednak w czwartek indeks wrócił ponad tę barierę, co złagodziło negatywną wymowę tamtego zdarzenia. Nie doszło jeszcze do spadku 12-miesięcznej zmiany S&P 500 w obszar wartości ujemnych, co również byłoby znakiem odwrócenia tendencji panującej przez ostatnie trzy lata. Natomiast na poziomie dołków z 2004 i 2005 r. nie zdołał zatrzymać się dzienny MACD, co sugeruje rozpoczęcie trwalszego spadku. Nie została też zachwiana struktura rodzącego się trendu malejącego. Na wykresie mamy dwa coraz niżej położone dołki, a czwartkowy wzrost zatrzymał właśnie ten z końca maja. Dopiero jego przebicie dawałoby podstawy do większego optymizmu. Ponowne zamknięcie poniżej 1245 pkt da sygnał do dalszej zniżki.