Trwająca ponad cztery tygodnie fala spadkowa dokonała istotnych technicznych "zniszczeń" na rynkach wschodzących. Z rynków nam najbliższych trzeba wspomnieć przede wszystkim rozległy podwójny szczyt na wykresie węgierskiego BUX i głowę z ramionami na rosyjskim RTS. Ta druga formacja może budzić pewne wątpliwości, ponieważ po wybiciu poniżej linii szyi wykres ponownie wrócił ponad poziom tej prostej. Jednak kiedy zmienność kursów znacznie odbiega (na plus) od średniej, nie skreślałbym tej formacji i nie ignorował płynących z niej wniosków. W obydwu wypadkach doszło do zbudowania rozległych formacji zapowiadających istotny (i w sensie głębokości, i długości trwania) spadek notowań. Wiadomo też jednocześnie, że tak duże tempo przeceny, jakie obserwowaliśmy w ostatnim czasie, jest nie do utrzymania w dłuższym terminie. Dlatego trwające właśnie odreagowanie interpretuję jako poszukiwanie przez rynki właściwego tempa spadku. Dopiero kiedy zakończy się obecna korekta, przyjdzie czas na wytyczenie linii trendu, pomocnych w analizie rynku. Trudno odczytać jakieś optymistyczne sygnały także z wykresów indeksów rynków rozwiniętych. Dow Jones Stoxx 50, w którego skład wchodzi 50 największych europejskich spółek, zanotował na zamknięcie sesji 14 czerwca najniższy poziom w tym roku - 3 204,4 pkt. Od tamtej pory zyskał 2,2 proc. W trakcie wzrostowej korekty z końca maja indeks zyskał 3 proc. Na razie zatem nie dzieje się nic, co upoważniałoby, żeby mówić o próbie powrotu do hossy. Na amerykańskim rynku również mieliśmy w połowie czerwca tegoroczne minima - właśnie trwa odbicie. Po przełamaniu prawie 2-letniej linii trendu wzrostowego na wykresie Nasdaq Composite perspektywy nie wyglądają zbyt okazale. Wprawdzie na S&P 500 analogiczna linia została ostatecznie pokonana, ale plątanina dołków i szczytów na wykresie tego indeksu podpowiada, że być może do analizy technicznej nie trzeba przykładać zbyt dużej wagi.