Drastyczne zmiany wartości indeksu WIG20 czy kontraktów terminowych sięgajęce ponad stu punktów w górę i w dół na tej samej sesji powodowały, że zagraniczny kapitał nie mógł traktować naszej giełdy inaczej, niż jako kolejny rynek egzotyczny. Z całą pewnością zatem proces wygaszania emocji, najbardziej pożądany w tym momencie, pozwoli na podjęcie zdecydowanie bardziej wyważonych decyzji, niż tydzień czy dwa temu, a to z kolei może zachęcić do powrotu na parkiet inwestorów nie gustujących w ostrej, spekulacyjnej grze.
Wczorajsza aktywność na GPW była przez większość czasu dramatycznie niska, przez co trudno mówić o szczególnie rozchwianych emocjach, jednak zmienność w dalszym ciągu była znaczna. Wspomniane małe obroty wskazują jednak, iż do wskazań płynących z tej sesji należy podchodzić z pewnym dystansem, nie przeceniając ich znaczenia. WIG20 trzecią sesję poruszał się w zakresie wyznaczonym przez notowania z ubiegłego piętku (choć mało brakowało, aby w odróżnieniu od dwóch poprzednich dni wczorajsze zamknięcie wypadło poniżej otwarcia), co wskazuje na stan wyczekiwania, aż duży kapitał stojący na razie z boku zdecyduje o kierunku wybicia. Pozostajęce na świeżo w pamięci spadki z maja i poczętku czerwca, z których inwestorzy wyszli mocno poturbowani, każą uczestnikom rynku reagować niemal alergicznie na każdy przejaw osłabienia, stąd zapewne wczorajsza południowa przecena. Jednak opublikowana we wtorek dynamika produkcji przemysłowej w Polsce pokazała, że z naszę gospodarkę nie jest źle, zatem jeśli sytuacja na giełdach zagranicznych nie stanie na przeszkodzie, notowania akcji w Warszawie w perspektywie dwóch, trzech tygodni powinny się poprawić (zwłaszcza eksporterów, korzystajęcych ze słabnącego
złotego). Oczywiście, głównę
bolączką inwestorów na całym świecie jest aktualnie problem
zakończenia (lub nie) cyklu