Poniedziałek przyniósł kontynuację wyprzedaży polskich obligacji z ubiegłego tygodnia. W przypadku 10-letnich papierów, ceny poszły w dół o 0,3 proc. (rentowność podniosła się o 5 pkt bazowych, do 5,92 proc.). W minionym tygodniu spadek wyniósł blisko 2,5 proc., a od końca maja sięga 4 proc.

To zła informacja dla posiadaczy jednostek udziałowych w funduszach obligacyjnych. Zmiany kursów rynkowych papierów skarbowych mają wpływ na ich wyceny. W minionym tygodniu wartość jednostek największych podmiotów obligacyjnych obniżyła się o ok. 1 proc. Dwunastomiesięczna inwestycja przynosi jedynie symboliczny zysk.

Kiepskie nastroje na rynkach papierów skarbowych utrzymują się na całym świecie. Przyczyną są obawy przed kolejnymi podwyżkami stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i innych dojrzałych gospodarkach. Zaczynają się pojawiać głosy o możliwości podniesienia w USA kosztów pieniądza nawet 0,5 pkt proc., co było nie do pomyślenia jeszcze kilka miesięcy temu. W efekcie przez ostatni miesiąc ceny długoterminowych obligacji amerykańskich spadły o ponad 1 proc. W tym kwartale przynoszą 2,2 proc. straty, a od początku roku 5,7 proc.

Polskim obligacjom szkodzi również sytuacja na rynkach wschodzących. Deprecjacja (osłabienie) lokalnych walut zmusiła banki centralne Słowacji i Turcji do interwencji w ich obronie. Jednocześnie władze monetarne decydują się na podwyżki stóp procentowych. Miały miejsce na Węgrzech, w Turcji, RPA. Na fali globalnego odwrotu od bardziej ryzykownych inwestycji odpływa kapitał z funduszy, które lokują w obligacje z rynków wschodzących. Indeks obrazujący koniunkturę na wschodzących rynkach obligacji i uwzględniający zmiany lokalnych walut wobec dolara znalazł się na najniższym poziomie od listopada 2004 r. Przez ostatni miesiąc stracił prawie 15 proc.

Na niekorzystne warunki zewnętrzne nałożyły się krajowe czynniki. Ostatnie dane makroekonomiczne na porządku dziennym postawiły kwestię podwyżki stóp procentowych, z niepokojem została odebrana dymisja minister finansów Zyty Gilowskiej. Pozycja w rządzie jej następcy nie jest już tak mocna (Gilowska była wicepremierem). To rodzi obawy o kolejne odsunięcie daty przyjęcia przez Polskę euro, do czego trzeba ograniczenia wydatków budżetowych. To wszystko powoduje, że dekoniunktura na rynku obligacji może jeszcze potrwać.