Wezwanie na akcje Unimilu okazało się zaskoczeniem dla wielu osób. Wczorajszego poranka inwestorzy giełdowi byli zdezorientowani zawieszeniem notowań spółki. O szczegółach dowiedzieli się wszak dopiero kilka minut przed ich wznowieniem. Niektórzy analitycy również nie kryli zdziwienia nagłą ofertą australijskiego Ansella. Część z nich nie wiedziała nawet o wezwaniu przed rozmową ze mną. Co najmniej zastanawiające. Maciej Zientara, który kupił przez ostatnie trzy miesiące około 9 proc. walorów polskiego producenta prezerwatyw, dowiedział się o wezwaniu od mojej redakcyjnej koleżanki (tak przynajmniej twierdził). Akcjonariusz chciał zwiększać zaangażowanie w Unimilu i aktywnie uczestniczyć w zarządzaniu firmą. Zamierzał m.in. zmniejszyć wynagrodzenia ścisłego kierownictwa. Zaprezentował konkretne plany na temat tego, co chce zrobić ze spółką. Realny wydaje się zatem scenariusz, że obecnemu zarządowi Unimilu nie spodobało się to, że firmę chce przejąć osoba spoza branży. Mogłoby to przecież doprowadzić do zmian personalnych w kierownictwie Unimilu.

Zamierzenia Macieja Zientary zostały prawdopodobnie odebrane przez zarząd jako zagrożenie posad. Zarządzający spółką mogli zaklasyfikować je jako próbę wrogiego przejęcia. Możliwe jest więc, że w takiej sytuacji Grzegorz Winogradski, prezes Unimilu, wezwał na pomoc "białego rycerza" w postaci Ansella. Wiadomo bowiem, że menedżerowie znaczących producentów prezerwatyw (jest ich tylko kilku) dobrze się znają. A przecież Grzegorz Winogradski działa w branży od kilkunastu lat.