Seria sesji, na których komentowanie zmian indeksu WIG20 jest problematyczne, wydłużyła się do czterech. Dwie pierwsze upłynęły pod znakiem bardzo niskich obrotów, w środę odłączana była dywidenda od akcji KGHM, wczoraj natomiast - jak donoszą koledzy zajmujący się komentowaniem wydarzeń na rynku futures - kursy największych spółek ciągnięte były w górę przez tajemniczego "byczego" opiekuna, który wcześniej zajął dużą pozycję na rynku kontraktów. Już dziś dostaniemy kolejną informację, która może tę hipotezę potwierdzić lub jej zaprzeczyć. Chodzi o inwestycje globalnych funduszy na rynkach wschodzących. Jeśli, podobnie jak w tygodniu kończącym czerwiec, okaże się, że pieniądze z emerging markets (w szczególności z naszego regionu) odpływają, to będzie jasne, iż w tym momencie krajowi inwestorzy instytucjonalni mogą na rynku wszystko.
Inna sprawa, że wczorajszy wzrost dobrze wpisał się w scenariusz zwyżki na innych rynkach wschodzących. Na żadnym jednak z nich skala wzrostu nie przekroczyła 2 proc., tymczasem WIG20 zyskał przeszło 3 proc. Wzrosły kursy 19 z 20 spółek wchodzących w skład indeksu. W tempie zgodnym z innymi rynkami rosły
MIDWIG i WIRR. Na całym rynku statystyka nie była już tak korzystna dla posiadaczy akcji - na każde 3 drożejące spółki przypadała jedna, której akcje poszły w dół.
Pamiętając o wszystkich zastrzeżeniach, wczorajsza sesja stanowi potwierdzenie krótkoterminowego trendu wzrostowego. MIDWIG zanotował kolejne maksimum w zapoczątkowanej w połowie czerwca zwyżce. Jednocześnie notowania niewiele zmieniają, jeśli chodzi o średnioterminową sytuację indeksów - wciąż nie ma podstaw, żeby wzrost traktować jako coś więcej niż tylko korektę. Zachowanie MIDWIG, a raczej bardzo niski poziom obrotów, który towarzyszy zwyżce kursów, jednoznacznie sugeruje korektę.
62-proc. zniesienie majowo-czerwcowego załamania znajduje się na 2800 pkt i od wczorajszego