W piątek niespodziewanie swą dymisję zapowiedział szef rządu Kazimierz Marcinkiewicz. Źródło w Prawie i Sprawiedliwości (PiS) podało, że odejście popularnego premiera to efekt jego prób usamodzielnienia się wobec braci Kaczyńskich. Zastąpić ma go prezes PiS Jarosław Kaczyński.
W reakcji na zapowiedź odejścia premiera złoty już w piątek osłabił się o ponad 1,5 procent, a dziś rano za wspólną walutę płacono nawet 4,0975 złotego, czyli najwięcej od 27 lipca ubiegłego roku. Jednak potem złoty zaczął odrabiać spadki i zyskał 0,5 procent. Od znacznego spadku rozpoczął się dziś handel na rynku obligacji i warszawskiej giełdzie. W porównaniu do poziomów z piątkowego zamknięcia rentowności wzrosły o 16-18 punktów bazowych, a główny indeks WIG-20 stracił na otwarciu 2,1 procent, choć potem ograniczył już spadek do 1,1 procent. Spadki na rynku obligacji zatrzymały się.
"Dopóki nowy premier będzie opierał się żądaniom partii populistycznych dążących do zwiększenia wydatków, dopóty nasza ocena perspektyw gospodarczych polskiej gospodarki będzie relatywnie optymistyczna" - napisał w poniedziałkowym komentarzu starszy ekonomista Citibanku Handlowego, Piotr Kalisz.
Dealerzy powiedzieli, że rynek pozytywnie odebrał kandydaturę dotychczasowego wiceministra finansów Stanisława Kluzy na stanowisko szefa resortu. Zapowiedział on utrzymanie deficytu budżetowego w najbliższych latach na poziomie 30 miliardów złotych. Ocenił, że Polska w stanie w 2009 roku spełnić kryteria konwergencji.
"Nie spodziewamy się, żeby poziom 4,10 (złotego za euro) został dziś pokonany. Inwestorzy mieli cały weekend, żeby przeanalizować sytuację, a wygląda na to, że będzie to raczej rząd kontynuacji" - powiedział dealer Banku BPH Andrzej Krzemiński. Zdaniem analityków, zmiana na stanowisku premiera może mieć negatywne konsekwencje dla polskich aktywów w krótkiej perspektywie. Najważniejszym sprawdzianem wiarygodności będzie jednak kształt przyszłorocznego budżetu i na tym właśnie skupią się teraz rynki finansowe.