Prawdopodobnie 14 lipca dojdzie do spotkania na szczycie samochodowej piramidy. Rick Wagoner, szef General Motors, będzie rozmawiał z Carlosem Ghosnem, kierującym dwiema firmami - francuskim Renault i japońskim Nissanem.

To kolejny epizod scenariusza napisanego przy współudziale miliardera Kirka Kerkoriana, akcjonariusza GM. Najpierw fortunę zbił w Las Vegas, a rok temu jej część ulokował w akcje General Motors. Stracił już miliard, dlatego dąży do uzdrowienia ponoszącej straty firmy poprzez sojusz z mniejszymi konkurentami, którymi kieruje sprawny menedżer o uznanej reputacji.

Rady nadzorcze Renault i Nissana szybko zgodziły się na rozmowy, a General Motors uczynił to w miniony piątek, upoważniając Wagonera do podjęcia dialogu z Carlosem Ghosnem.

Jeśli rozmowy będą udane, porozumienie to całkowicie zmieni branżę - pisał w niedzielę timesonline. Sojusz trzech firm kontrolowałby jedną czwartą światowej produkcji i odparłby atak Toyoty, która przymierza się do zdystansowania GM na pozycji lidera pod względem liczby produkowanych aut. Integracja kolosa, jeśli do niej dojdzie, nie będzie łatwa. - Nie sądzimy, aby połączenie GM, Renault i Nissana miało jakieś długoterminowe, fundamentalne zalety, ale to nie znaczy, że do niego nie dojdzie - twierdzi Ronald Tadross, analityk Bank of America. Ten sceptycyzm raczej nie będzie miał wpływu na Carlosa Ghosna, któremu się przypisuje chęć "rządzenia światem".

Bloomberg, timesonline