Ostatnie wzrosty na warszawskiej giełdzie przebiegają równie szybko i gwałtownie, jak wiosenna wyprzedaż. Niemal na palcach jednej ręki policzyć można objęte indeksem WIG20 walory, które w ciągu miesiąca dały zarobić mniej niż 15 proc. KGHM, który był poprzednio liderem spadków, ostatnie cztery tygodnie zamyka ponad 50-procentowym wzrostem! Taka skala odreagowania skłania oczywiście do rozważenia możliwości kontynuacji trendu wzrostowego i pozytywnego testowania szczytów z maja, co - przyznam szczerze - jeszcze kilka tygodni temu wydawało mi się mało prawdopodobne w tak krótkim czasie.
Dokładniej mówiąc to "testowanie szczytu" jest już nawet faktem: WIG odrobił przecież aż 80 proc. poniesionych strat. Nowe maksimum może być w tej sytuacji kwestią jednej - dwóch dobrych sesji zakupów inwestorów zagranicznych w sprzyjających warunkach na rynkach światowych. Za takim optymistycznym scenariuszem z pewnością obstają zwolennicy teorii fal Elliotta, widząc od
początku maja spadkową "trójkę" i wzrostową "piątkę". Układ ten może być też jednak zwiastunem dłuższej korekty nieregularnej w układzie 3-3-5 - wskazania teorii są więc (jej oponenci powiedzieliby, że jak zwykle...) niejednoznaczne.
Optymiści mogą też przypominać, że spadki zostały powstrzymane na poziomie linii trzyletniego trendu wzrostowego czy też rocznej średniej ruchomej - jak choćby w maju zeszłego roku. Na co pesymiści odpowiedzą, że akcje w ciągu ostatnich dni stały się niemal tak drogie, jak przed dwoma miesiącami. A skoro wtedy były za drogie, to dlaczego teraz nie są?
Ze swojej strony dodam jeszcze, że testowanie poprzedniego istotnego szczytu jest jednym z trzech krytycznych momentów zmiany trendu (pierwszy warunek, przebicie linii trendu, został już spełniony). Zmienność jest w ostatnich tygodniach bardzo wysoka, przekroczyła nawet poziom z 2004 roku; historycznie jej poziom był wysoki w okolicy szczytów. Sam obstawiałbym więc raczej, że okres wakacyjny nie przyniesie nowych szczytów, lecz dalszy ciąg korekty, a do wyraźnych wzrostów wrócimy na jesieni.