W piątek notowania ropy naftowej osiągnęły nowy historyczny rekord, natomiast wskaźnik szerokiego surowcowego rynku dzień wcześniej znalazł się w dwóch trzecich drogi do odrobienia strat z majowo-czerwcowej korekty. Czy zdoła odrobić też resztę? Wczoraj stracił, głównie dlatego, że spadły ceny ropy.
Inwestorzy zreflektowali się, że zbyt pochopnie wywindowali notowania surowca do 75,78 USD za baryłkę. Wystraszyli się prób rakietowych w Korei Północnej, która ani nie produkuje ropy, ani nie jest wśród jej czołowych konsumentów, ani też w jej pobliżu nie przebiegają żadne główne szlaki dla tankowców. Dlatego wczoraj baryłka w Nowym Jorku kosztowała już ponad dwa dolary mniej od rekordu (płacono po 73,65 USD).
Trudno jednak przewidzieć reakcję inwestorów na nowe doniesienia z Korei, jak też na wydarzenia w należącym do kartelu OPEC Iranie, który wciąż nie dał odpowiedzi, czy zaakceptuje plan wycofania się ze wzbogacania uranu. Nie wiadomo też, czy w tym roku huragany oszczędzą Zatokę Meksykańska.
Obejmujący kontrakty na towary z giełd amerykańskich wskaźnik CRB Futures jest bardzo wrażliwy na zmiany cen ropy, bo jako najpopularniejszy surowiec ma w nim największy udział. Od dołka z 13 czerwca najwięcej zyskały jednak wcale nie surowce energetyczne, lecz metale szlachetne. Średnia cena złota i srebra skoczyła w tym czasie o ponad 13,5 proc. Ceny surowców energetycznych, czyli ropy, jej pochodnych i gazu ziemnego, wzrosły o 4 proc.
Wczoraj CRB Futures wynosił ok. 347 pkt, w porównaniu z 348,05 pkt w piątek i 348,13 pkt w poprzedni poniedziałek.