Po raz kolejny rozchwianie rynku w końcówce sesji przeszkodziło w zaprezentowaniu na GPW najczystszej formy sadyzmu objawiającej się znudzeniem inwestorów. Zanim doszło do fali wyprzedaży zainicjowanej przez koszyki sprzedaży (spekulacja kontraktami oraz arbitraż - choć to drugie jest często tylko formą ewentualnego alibi dla Komisji) różnica między maksimum a minimum WIG20 nie przekraczała 36 pkt. Ta wartość byłaby o połowę mniejsza, gdyby wykluczyć pierwsze pół godziny sesji, po której indeks utknął w wąskiej konsolidacji. Ostatni raz różnica między sesyjnymi ekstremami
WIG20 była mniejsza od 36 pkt. na sesji pomiędzy świętem 1 a 3 maja (27,8 pkt.), czyli w dniu, w którym o giełdzie myśleli jedynie pasjonaci.
Trudno więc traktować taką sesję poważnie, tak samo jak trudno odnosić się do przeceny z końcówki sesji. Typowe zachowanie rynku w ostatnich dniach. Jedyne
co wyróżniało wtorkową sesję to spora wartość obrotów (849 mln WIG20) i wartość pojedynczych transakcji, wskazująca na przebudzanie się z wakacyjnego letargu kilku największych funduszy. Już o 14:00 osiągnęliśmy wartości obrotów porównywalne z tymi odnotowanymi na całej sesji poniedziałkowej i piątkowej.
Dla tak wąskiej konsolidacji