Wczoraj zatrzymał się ośmiosesyjny marsz w górę cen złota. Za uncję płacono po południu w Londynie 644 USD, czyli o ok. 7 USD mniej niż w środę, kiedy ceny były najwyższe od dwóch tygodni (651 USD). W zeszły czwartek złoto notowano po 634 USD za uncję. Jedną z najważniejszych przyczyn trwającej kilka dni zwyżki cen kruszcu był wzrost notowań ropy naftowej. Droższa ropa, której cena znów przekroczyła 76 USD za baryłkę, mogła zwiastować nakręcanie spirali inflacyjnej, natomiast złoto pozwala się przed inflacją ochronić. Wczoraj jednak ropa staniała, bo zmniejszyły się obawy, że sztorm tropikalny Chris po przekształceniu w huragan spustoszy ważną dla sektora naftowego Zatokę Meksykańską. Pomijając wczorajsze spadki, ropa podrożała w tym roku o 24 proc., natomiast złoto o 28 procent.
Inwestorzy wyprzedawali też wczoraj złoto w reakcji na poranną zwyżkę dolara (kruszce i złoto "chodzą" zazwyczaj w przeciwnych kierunkach). Amerykański pieniądz umocnił się w oczekiwaniu na przyszłotygodniową podwyżkę stóp procentowych przez Rezerwę Federalną, choć osiemnasty ruch w górę wcale nie jest pewny. Ekonomiści są w tej sprawie podzieleni na dwa niemal tak samo liczne obozy.
Euro z nawiązką odrobiło straty po południu, po tym jak Europejski Bank Centralny podniósł stopy procentowe po raz czwarty w ciągu ośmiu miesięcy, a jego szef Jean-Claude Trichet zasygnalizował konieczność dalszego zacieśniania polityki. Tym razem osłabienie się dolara pozostało jednak bez większego wpływu na ceny kruszców.