Po niemal rocznej przerwie rząd przypomniał sobie o giełdowych graczach. Ministerstwo Finansów nie wyklucza, że w najbliższym czasie, po raz pierwszy od września 2005 r., zbierze się Rada Rynku Kapitałowego - organ doradzający nt. rozwoju warszawskiego parkietu. W skład RRK wchodzą szefowie organizacji zrzeszających podmioty zaangażowane w obrót giełdowy (m.in. Izba Domów Maklerskich, Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych, Polskie Stowarzyszenie Inwestorów Kapitałowych czy Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych). Radę współtworzą też: szefowie Giełdy Papierów Wartościowych i Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych, prezesi NBP, Związku Banków Polskich Polskiej Izby Ubezpieczeń oraz Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. Wspólnie zastanawiać się mieli nad reformami, które przyciągną nowych graczy na GPW.
Brakowało czasu
RRK, powołana jeszcze za kadencji premiera Marka Belki, spotykała się do tej pory cztery razy. Nowy rząd tworzony przez PiS nie miał jednak czasu, by spotkać się z giełdowym środowiskiem. Jednym z powodów była rotacja na stanowiskach ministrów finansów, skarbu państwa oraz pracy i polityki społecznej, którzy uczestniczą w spotkaniach. Inwestorzy oczekują tymczasem jasnej deklaracji, co dalej ze słynną "Agendą 2010" - a więc planem działań, dzięki którym GPW ma się stać dominującą giełdą w regionie. Decydujące zdanie ma w tej kwestii rząd, posiadający blisko 99 proc. akcji Giełdy. - Takie spotkanie z głównym akcjonariuszem jest konieczne, by strony poznały się wzajemnie i ustaliły, które postanowienia "Agendy 2010" się zmienią - mówi Adam Ruciński, prezes Związku Maklerów i Doradców.
Liczne znaki zapytania
Kontrowersji jest wiele. Domy maklerskie, emitenci i inwestorzy chcą na przykład wiedzieć, czy mają szansę na zwiększenie zaangażowania kapitałowego (obecnie dzielą się 1,2 proc. akcji GPW). Agenda przewidywała, że rząd zmniejszy swe udziały poniżej 30 proc. Na razie nic nie wskazuje, że wniosek ten będzie realizowany. Środowisko giełdowe wyczekuje również zapowiedzi prywatyzacji spółek Skarbu Państwa. Debiuty państwowych firm przyciągają bowiem przeważnie większą liczbę inwestorów niż emisje prywatne. Niejasne jest wreszcie, jak rząd chce przejmować inne giełdy w regionie.