Niedawne wstrzymanie dostaw rosyjskiej ropy naftowej do rafinerii Możejki spowodowało duży spadek notowań tej spółki na giełdzie w Wilnie. Jej akcje w kilka dni staniały z 8,55 lita do 7,27 lita. - Obecna sytuacja nie ma wpływu na przeprowadzenie transakcji - twierdzi Dawid Piekarz, rzecznik prasowy płockiej spółki, która ma być wkrótce inwestorem w Możejkach.
Tymczasem - według informacji "Parkietu" - znaczące obniżenie wartości Możejek, które właśnie obserwujemy, może mieć wpływ na transakcję. We wstępnej umowie zakupu litewskiej rafinerii - jak dowiedzieliśmy się ze źródła zbliżonego do transakcji - zapisano bowiem, że cena spółki może być skorygowana, jeśli jej wartość istotnie się zmieni. Za pakiet 84,36 proc. akcji Możejek PKN Orlen mógłby zapłacić mniej niż zapisane w umowach 2,34 mld USD (to daje 3,927 USD za akcję, czyli aktualnie 10,57 lita). To o 1/3 wiźcej niż obecna wartość rynkowa.
Umowa nie precyzuje, jak duże musi być odchylenie od uzgodnionej ceny, aby płocki koncern mógł się domagać korekty. Czy jednak spadek wartości rynkowej jest wystarczający, aby Orlen starał się o redukcję ceny? Czy podejmie kroki w tym kierunku? - Nie możemy tego w żaden sposób skomentować - powiedział Dawid Piekarz.
- Takie klauzule są właściwie standardem - komentuje Paweł Grzejszczak, partner w Kancelarii Squire Sanders Wiater. - Kontrakt na zakup Możejek jest typową umową warunkową, której wykonanie jest zależne od zgody regulatorów, w tym Komisji Europejskiej. W takich wypadkach strony chcą się zabezpieczyć na okres przejściowy przed negatywnymi zdarzeniami, które mogą istotnie zmieniać wartość przedmiotu transakcji - wyjaśnia. Obecne problemy Możejek to klasyczny przypadek obniżenia wartości firmy. - Jeśli w samej umowie nie sprecyzowano wysokości korekty ceny, zazwyczaj jest ustalana przez niezależne osoby trzecie, np. audytorów - dodaje Paweł Grzejszczak.
Przypomnijmy, że podobny zapis znajdował się w umowie zakupu czeskiego Unipetrolu. W tamtym przypadku wartość spółki wzrosła i ostatecznie Orlen zapłacił za nią o 14,55 proc. więcej, niż wynegocjowano.