Za nami kolejna sesja, która niewiele wnosi do oceny kondycji rynku. Wciąż trwa patowa sytuacja, a indeksy bez większych sukcesów od wyprzedaży z początku sierpnia szukają trwalszego kierunku. Bez udziału zagranicznych inwestorów idzie to bardzo opornie i jedyne, co pozostaje rodzimym graczom, to na bieżąco reagować na wydarzenia na rynkach światowych. Tylko światowych, bo jak raz jeszcze
potwierdziła publikacja produkcji przemysłowej oraz PPI, dane z rodzimej gospodarki przechodzą na obecnym etapie bez większego echa na rynkach finansowych.
Takie to już uroki okresu
wakacyjnego.
Na wczorajszej sesji głównym sprawcą wahań były surowce. Wynikało to z faktu, że od połowy tygodnia indeks towarów CRB testował arcyważne wsparcie na 200-sesyjnej średniej, która już trzeci rok stanowiła wsparcie dla trendu wzrostowego na rynku surowców, a ten z kolei (w uproszczeniu) napędzał hossę na wszystkich emerging markets. Wyraźne naruszenie poziomu wsparcia na sesji czwartkowej (dalszy spadek cen ropy i miedzi) wystraszył przed otwarciem sesji na GPW wielu inwestorów. Nie wszyscy na rynku terminowym wiedzieli, że z samego rana w kopalni miedzi Escondida w Chile ogłoszono strajk i całkowicie wstrzymano produkcję, co jeszcze przed rozpoczęciem handlu na GPW wywołało wzrost cen surowca na rynkach światowych i przykryło brzydki wygląd