W kontekście narastających obaw przed zwolnieniem amerykańskiej gospodarki zaskakiwać może siła dolara. Po czterech kolejnych wzrostowych sesjach, w trakcie których zyskał wobec euro dwa centy, w poniedziałek początkowo byliśmy świadkami odreagowania. Po południu do gry jednak znów włączyli się zwolennicy amerykańskiej waluty i ostatecznie doprowadzili do odrobienia większości przedpołudniowych strat. Takie zachowanie dolara trzeba wiązać z taniejącą szybko ropą naftową. Pozwala to z większym optymizmem patrzeć na bilans handlowy USA w drugiej połowie roku. Narastający deficyt był w ostatnich latach jednym z głównych powodów wywierających presję na wartość dolara. Przełamanie przez EUR/USD sierpniowego dołka przy 1,27 każe spodziewać się dotarcia przynajmniej do 1,25. Ten poziom, związany z dołkami z czerwca i lipca tego roku, stanowi dolną granicę blisko czteromiesięcznej konsolidacji. O jego przebicie będzie ciężko, ale jeśli tak by się stało, otworzyłoby to drogę do silniejszej aprecjacji dolara.