Reklama

Dyplom MBA jest jak ?stary cadillac w cenie ferrari?

Mówi się, że najlepsza inwestycja to własny rozwój. Szczególnie ten wybór trzeba mocno przemyśleć. Oprócz pieniędzy przeznaczamy na nią najcenniejszy kapitał - czas. Jak podjąć trafną decyzję i jak będzie ona odczytana przez pracodawców?

Publikacja: 12.09.2006 09:25

Jako doradca personalny obserwuję, jak pracodawcy zmieniają preferencje co do wymagań stawianych kandydatom. Każda rozmowa z pracodawcą na temat profilu poszukiwanego kandydata - oprócz uzgodnienia wielu tzw. kompetencji miękkich, niezbędnych na danym stanowisku - dotyczy także minimalnych wymagań co do kwalifikacjach merytorycznych. Są to np. doświadczenie, znajomość specyfiki branży, wykształcenie lub posiadanie specjalistycznego certyfikatu. I to tu często pojawiają się te trzy - jeszcze do niedawna magiczne - literki: MBA (Master of Business Administration). Niecałe 10 lat temu, gdy posiadacz tego dyplomu opuszczał uczelnię, był dosłownie rozchwytywany na rynku pracy i nie mógł się opędzić od coraz to bardziej intratnych ofert. Osoby z tytułem MBA i choćby kilkuletnim doświadczeniem zawodowym trafiały na najwyższe stanowiska w firmach i zarządach firm. Skąd brała się siła tego dyplomu?

Standard MBA powstał w latach 60. w USA, gdzie szybko zdobył popularność. Do dziś najwyżej cenionymi uczelniami oferującymi kursy MBA są uczelnie amerykańskie, i to właśnie firmy amerykańskie najbardziej doceniają posiadanie tego dyplomu. Moda na MBA zawitała do Polski na początku lat 90., w czasach transformacji ustrojowej, kiedy na wagę złota był każdy pracownik mający pojęcie o funkcjonowaniu wolnego rynku oraz znający ekonomię nieskażoną doktrynami komunizmu. Zatrudnienie kandydata z dyplomem MBA gwarantowało powierzenie zarządzania firmą osobie, która zna reguły liberalnej gospodarki i międzynarodowego biznesu.

Co dziś znaczy MBA?

Oczywiście, uzyskanie dyplomu MBA, szczególnie zagranicznej uczelni, wciąż jest mocnym punktem w CV kandydata, lecz nie gwarantuje już nawet zaproszenia na rozmowę w sprawie pracy. Tytuł MBA stał się zbyt powszechny, by wciąż uchodzić za unikalny. Leon Koźmiński, rektor Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania, stwierdził w wywiadzie dla kwietniowego "Manager Magazin", że MBA można porównać ze starym cadillakiem sprzedawanym w cenie ferrari. Jest to klasyk, może nie najbardziej efektywny - często znacznie przewartościowany - ale wciąż modny. I choć tytuł MBA najlepsze czasy wydaje się mieć za sobą, wciąż jest uznawany za międzynarodowy standard w wykształceniu menedżerskim. Jego unikalność polega na połączeniu podczas kursu najnowszych teorii zarządzania z praktyką w formie case studies, czyli rzeczywistych sytuacji, z jakimi musieli sobie radzić menedżerowie. Dla specyfiki dyplomu kluczowy jest też dobór kursantów. W założeniu rekrutują się oni spośród osób z minimum 2-5-letnim stażem menedżerskim, co gwarantuje wysoki poziom merytoryczny dyskusji i pozwala na dzielenie się praktycznymi doświadczeniami podczas kursu. Pozwala to na zawiązanie nowych znajomości ze świata biznesu, które w późniejszym życiu zawodowym procentują. Jest to niemały atut, często niedoceniany przez kursantów. Nawiązywaniu bliskich znajomości sprzyja również fakt, że w założeniu studia odbywają się w małych grupach, a wiodące uczelnie w Polsce organizują w ramach kursu wyjazdy zagraniczne, które pozwalają zapoznać się ze stylami zarządzania w odmiennych kulturach. Przy niemal każdej szanującej się uczelni, która oferuje MBA, działa też klub absolwentów tzw. alumni, który służy wsparciu i promocji absolwentów danego kursu. Członkostwo w takim klubie pozwala stale poszerzać sieć kontaktów biznesowych o nowych absolwentów oraz daje wiedzę o możliwościach dalszego rozwoju menedżerskiego przez specjalistyczne szkolenia prowadzone przez międzynarodowych specjalistów.MBA?MBA

Często, gdy omawiam z pracodawcą profil zawodowy poszukiwanego kandydata, pogłębiam temat potrzeby posiadania np. dyplomu MBA, dopytując o stojącą za tym wymaganiem argumentację. Okazuje się, że w rzeczywistości posiadanie MBA nie jest najczęściej konieczne. Pracodawcy, poszukując osób na wyższe stanowiska menedżerskie, oczekują przede wszystkim usianej sukcesami ścieżki kariery, a dyplom ten wskazują raczej z przyzwyczajenia.

Reklama
Reklama

Wielu młodych polskich menedżerów, którzy planują rozwój osobisty, ma dylemat między dyplomem MBA a studiami doktoranckimi. Studia doktoranckie są często postrzegane w naszym kraju jako czysto akademickie i odcięte od praktyki. Faktem jest jednak, że to właśnie doktoranci prowadzą dużą część zajęć na kursach MBA. Również niektóre firmy - szczególnie niemieckie - wysoko cenią stopień doktora, co może znacznie przyspieszyć karierę zawodową.

Niestety, obecne standardy kursów MBA, wraz z ich popularyzacją, znacznie się pogorszyły. Dziś spotkać można studia MBA niewymagające stażu pracy na stanowisku menedżerskim lub traktujące to ograniczenie pobłażliwie. Zawężenie liczebności grup w ogromnej większości przypadków również pozostaje fikcją. W wielu polskich szkołach prywatnych kurs MBA nie różni się niczym od studiów magisterskich na kierunku zarządzania - może oprócz wysokości czesnego. Podobny poziom możemy bez trudu znaleźć, wybierając studia związane np. z zarządzaniem, finansami czy ekonomią na państwowych uczelniach wyższych w Polsce, a ich koszt w trybie dziennym jest zerowy. Poziom MBA jest wreszcie często zaniżany przez stosunkowo niewielką liczbę godzin, jaką studenci przepracowują na kursie. Średnio jest to około 600 godzin wykładowych, ale zdarzają się też szkoły, które oferują dyplom MBA po kursie trwającym 200 godzin.

Inwestujesz w siebie

- jesteś atrakcyjny

Można pokusić się o wniosek, że dyplom MBA staje się bardziej ceniony przez pracowników niż przez pracodawców. Przy zarobkach menedżerskich najczęściej wpadających w 40-proc. próg podatkowy, podwyżki płacy nie są już tak atrakcyjne jak dodatkowe szkolenia czy opłacenie kursu MBA. Często zdarza się, że negocjując warunki zatrudnienia, kandydaci w ramach pakietu wymagają opłacenia kursu gwarantującego dyplom MBA prestiżowej uczelni. Liczą głównie na uaktualnienie i uporządkowanie zdobytej na studiach i w praktyce wiedzy menedżerskiej, ale także na zagwarantowanie sobie szybszego awansu w przyszłości.

Takie rozwiązania są również pozytywnie postrzegane przez pracodawców, gdyż zwiększają integrację pracownika z firmą i zmniejszają ryzyko jego odejścia w przyszłości. Pomocne tu może być dopisanie do umowy o pracę klauzuli o gwarantowanym okresie, jaki pracownik przepracuje w organizacji po studiach. Również często stosowanym rozwiązaniem jest współfinansowanie studiów MBA przez pracodawcę i pracownika, co powoduje, że pracownik będzie wysoko cenił zdobytą wiedzę i co zwiększa jego motywację do nauki. Niezależnie od odbytego kursu, osoby inwestujące w siebie są postrzegane przez pracodawców jako bardziej dynamiczne i bardziej atrakcyjne na rynku pracy.

Reklama
Reklama

Studia podyplomowe, nie tylko MBA, to niewątpliwie możliwość przekwalifikowania się, zdobycia nowej specjalizacji - innej niż ta na dyplomie magistra. Równoległe ukończenie różnych kierunków studiów magisterskich i podyplomowych czyni absolwenta ciekawszym dla pracodawcy - szczególnie, że współczesny rynek pracy często wymaga dobrej znajomości różnych sektorów. Dodatkowa specjalizacja to świetna inwestycja w siebie (pod warunkiem, że nie jest to decyzja pochopna i jest zgodna z trendami rynku pracy). Studia MBA natomiast przez wielu pracowników są mylnie postrzegane jako trampolina do wielkich pieniędzy. Ich popularność w Polsce w ciągu ostatnich 10 lat znacznie wzrosła i jedyną barierą dla ich masowej popularności jest wciąż stosunkowo wysokie czesne. W wypadku rodzimych kursów MBA może ono wynieść od kilku do 80 tysięcy złotych. Na uczelniach zagranicznych górną granicę tego przedziału należy traktować jako minimum.

Wyższe zarobki

po studiach w USA

Chociaż statystyki potwierdzają, że studia MBA dają szansę na wyższe zarobki, prawidłowość ta odnosi się głównie do absolwentów najbardziej prestiżowych, szczególnie amerykańskich uczelni. Według "Financial Times", roczna pensja (w tysiącach dolarów), jakiej może oczekiwać posiadacz dyplomu MBA to, w zależności od szkoły, 120 - 175 tys. dolarów.

Pamiętając, że studia MBA drastycznie różnią się poziomem, pracodawcy - widząc tytuł MBA - zawsze dopytują kandydata o nazwę uczelni. Kilkanaście polskich uczelni ma akredytacje międzynarodowych organizacji i gwarantuje uznanie dyplomu przez szanowane uniwersytety w USA czy Unii Europejskiej. Można także rozważyć ukończenie kursu MBA na uczelni zagranicznej, co znacznie podnosi prestiż dyplomu.

Czy warto zainwestować w dyplom MBA? Choć jest on wciąż ceniony przez pracodawców, to jego wartość - wraz ze wzrostem liczby posiadających go osób - będzie niechybnie spadać. Nawet popularne i pożądane wykształcenie nie daje gwarancji pracy na szybko zmieniającym się rynku zatrudnienia, szczególnie w przypadku, gdy z każdym rokiem przybywa absolwentów z tym dyplomem.

Reklama
Reklama

Wysokość pensji, jakiej może oczekiwać posiadacz dyplomu MBA prestiżowych uczelni

(w tys. dolarów)

1. Harvard Business School, USA - 173,1

2. Stanford University, USA - 168,3

3. University of Pennsylvania (Wharton), USA - 162,6

Reklama
Reklama

4. University of Chicago, USA - 157,9

5. Columbia University, USA - 157,8

6. Massachusetts Institute of Technology (Sloan), USA - 149,9

7. Northwestern University (Kellogg), USA - 134,3

8. INSEAD, Francja - 129,3

Reklama
Reklama

9. New York University (Stern), USA - 127,2

10. London Business School, Wielka Brytania - 115,6

Business Unit Manager w firmie

doradztwa personalnego HAYS

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama