Jako doradca personalny obserwuję, jak pracodawcy zmieniają preferencje co do wymagań stawianych kandydatom. Każda rozmowa z pracodawcą na temat profilu poszukiwanego kandydata - oprócz uzgodnienia wielu tzw. kompetencji miękkich, niezbędnych na danym stanowisku - dotyczy także minimalnych wymagań co do kwalifikacjach merytorycznych. Są to np. doświadczenie, znajomość specyfiki branży, wykształcenie lub posiadanie specjalistycznego certyfikatu. I to tu często pojawiają się te trzy - jeszcze do niedawna magiczne - literki: MBA (Master of Business Administration). Niecałe 10 lat temu, gdy posiadacz tego dyplomu opuszczał uczelnię, był dosłownie rozchwytywany na rynku pracy i nie mógł się opędzić od coraz to bardziej intratnych ofert. Osoby z tytułem MBA i choćby kilkuletnim doświadczeniem zawodowym trafiały na najwyższe stanowiska w firmach i zarządach firm. Skąd brała się siła tego dyplomu?
Standard MBA powstał w latach 60. w USA, gdzie szybko zdobył popularność. Do dziś najwyżej cenionymi uczelniami oferującymi kursy MBA są uczelnie amerykańskie, i to właśnie firmy amerykańskie najbardziej doceniają posiadanie tego dyplomu. Moda na MBA zawitała do Polski na początku lat 90., w czasach transformacji ustrojowej, kiedy na wagę złota był każdy pracownik mający pojęcie o funkcjonowaniu wolnego rynku oraz znający ekonomię nieskażoną doktrynami komunizmu. Zatrudnienie kandydata z dyplomem MBA gwarantowało powierzenie zarządzania firmą osobie, która zna reguły liberalnej gospodarki i międzynarodowego biznesu.
Co dziś znaczy MBA?
Oczywiście, uzyskanie dyplomu MBA, szczególnie zagranicznej uczelni, wciąż jest mocnym punktem w CV kandydata, lecz nie gwarantuje już nawet zaproszenia na rozmowę w sprawie pracy. Tytuł MBA stał się zbyt powszechny, by wciąż uchodzić za unikalny. Leon Koźmiński, rektor Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania, stwierdził w wywiadzie dla kwietniowego "Manager Magazin", że MBA można porównać ze starym cadillakiem sprzedawanym w cenie ferrari. Jest to klasyk, może nie najbardziej efektywny - często znacznie przewartościowany - ale wciąż modny. I choć tytuł MBA najlepsze czasy wydaje się mieć za sobą, wciąż jest uznawany za międzynarodowy standard w wykształceniu menedżerskim. Jego unikalność polega na połączeniu podczas kursu najnowszych teorii zarządzania z praktyką w formie case studies, czyli rzeczywistych sytuacji, z jakimi musieli sobie radzić menedżerowie. Dla specyfiki dyplomu kluczowy jest też dobór kursantów. W założeniu rekrutują się oni spośród osób z minimum 2-5-letnim stażem menedżerskim, co gwarantuje wysoki poziom merytoryczny dyskusji i pozwala na dzielenie się praktycznymi doświadczeniami podczas kursu. Pozwala to na zawiązanie nowych znajomości ze świata biznesu, które w późniejszym życiu zawodowym procentują. Jest to niemały atut, często niedoceniany przez kursantów. Nawiązywaniu bliskich znajomości sprzyja również fakt, że w założeniu studia odbywają się w małych grupach, a wiodące uczelnie w Polsce organizują w ramach kursu wyjazdy zagraniczne, które pozwalają zapoznać się ze stylami zarządzania w odmiennych kulturach. Przy niemal każdej szanującej się uczelni, która oferuje MBA, działa też klub absolwentów tzw. alumni, który służy wsparciu i promocji absolwentów danego kursu. Członkostwo w takim klubie pozwala stale poszerzać sieć kontaktów biznesowych o nowych absolwentów oraz daje wiedzę o możliwościach dalszego rozwoju menedżerskiego przez specjalistyczne szkolenia prowadzone przez międzynarodowych specjalistów.MBA?MBA
Często, gdy omawiam z pracodawcą profil zawodowy poszukiwanego kandydata, pogłębiam temat potrzeby posiadania np. dyplomu MBA, dopytując o stojącą za tym wymaganiem argumentację. Okazuje się, że w rzeczywistości posiadanie MBA nie jest najczęściej konieczne. Pracodawcy, poszukując osób na wyższe stanowiska menedżerskie, oczekują przede wszystkim usianej sukcesami ścieżki kariery, a dyplom ten wskazują raczej z przyzwyczajenia.